| Moja wiara wyglądała tak, że do Kościoła w każdą Niedziele i Święta chodziłem, a w tygodniu się pojawiałem (byłem ministrantem). Do spowiedzi chodziłem od trzech do czterech razy w roku i spowiadałem się w języku polskim. A moja modlitwa w ciągu dnia maksymalnie zajmowała do 30 minut (koronka do Bożego Miłosierdzie co dziennie) (...). Po dłuższym słuchaniu ks. Piotra Mari Natanka wzrosła u mnie wiara w Boga. Na początku odmówiłem przez 1 rok codziennie Tajemnice Szczęścia św. Brygidy, potem zacząłem odmawiać różaniec co dziennie i jakąś litanie (którą co jakiś czas zmieniałem), fragment Pisma Świętego, a potem przeczytałem Pasje Katarzyny Emmerich. Pierwszy raz na żywo widziałem księdza Piotra w Częstochowie w czasie Wielkiego Postu 2014. Wtedy ksiądz Piotr miał popsuty głos, ale mówił żeby wszyscy poszli do spowiedzi w Święto Bożego Miłosierdzia bo wtedy Bóg daruje kary (Dzienniczek siostry Faustyny 699 <W pewnej chwili usłyszałam te słowa: córko Moja, mów światu całemu o niepojętym miłosierdziu Moim. Pragnę, a święto miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla, biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i karę w dniu tym, otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna , i szedłem z kwiatkiem (dla Matki Bożej) w deszczu i plecakiem pełnego załadunku (śpiwór, poduszka, ubrania i jedzenia), a się spociłem. Jak dotarłem na Pustelnie to widziałem jak ksiądz Piotr myje w deszczu utwardzone ścieżki. Zostałem zaraz wzięty przez panią Terenie do tłuczenia mięsa na sobotę, a potem i do innych prac. Wieczorem odbyła się msza św. na Kudaku bo było sporo ludzi, a potem była droga krzyżowa całość skończyła się po północy. Rano były modlitwy poranne które nauczyły mnie jak modlić się rano pacierzem, podarowano mi parę książeczek. Tego dnia msza św. rozpoczęła się na dworze trwałą 8,5 godziny z czego połowa była w deszczu, a ludzi było około 2 tysięcy, potem ksiądz poszedł na kudak błogosławić pojedynczo ludzi i podpisywać legitymacje, a ja poszedłem na drugą msze św., którą odprawił inny ksiądz (który mnie błogosławił), po tej mszy byłem już spóźniony z obiadem i mogłem zjeść zupę, ktoś mi powiedział że były duże kotlety, nie miałem żalu że trzaskałem kotlety, a ich nie jadłem po prostu byłem szczęśliwy. Jeszce w nocy modliliśmy się chodząc, a następnego dnia po błogosławieństwie (innego księdza) poszedłem na autobus (przynajmniej miałem się łatwiej bo górki maszerowałem). Po tym przeżyciu zaczęłam modlić się 7 Ojczenasz i 7 Zdrowaś Maryjo i nowenne do Chrystusa Króla i margerytki za dwóch księży i pacierz co dziennie, a także zacząłem czytać Poemat Boga-Człowieka. (...) Dominik (...) z Rybnika |