|
108 polskich męczenników z czasów II wojny światowej Cz. XIV Obraz ze str. https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/06-12a.php3 (dostęp 08. 09. 2025 r.) Warto - szczególnie nam, którzy teraz poznajemy losy męczenników i bohaterów z czasów ostatniej wojny - przypomnieć, że w minioną środę, 29 kwietnia, obchodziliśmy Dzień Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego. Liczba przedwojennego duchowieństwa w Polsce szacowana była na około 15-17 tysięcy kapłanów. Wraz z osobami życia konsekrowanego - zakonnikami, zakonnicami i klerykami - sięgała kilkudziesięciu tysięcy. W latach 1939-1945 z rąk okupantów niemieckich i radzieckich zginęło blisko 3 tysiące polskich duchownych, co stanowiło około 15-20% całego duchowieństwa. Jak już w trakcie tych konferencji wspominaliśmy, w samym tylko obozie koncentracyjnym KL Dachau zginęło aż 868 Polaków. Wśród osób dotychczas wyniesionych na ołtarze jako męczennicy II wojny światowej znajduje się co najmniej 119 osób duchownych - kapłanów, zakonników i zakonnic. Należy do nich 105 osób z grupy 108 męczenników beatyfikowanych w 1999 roku, a także 11 męczenniczek z Nowogródka, św. Maksymilian Maria Kolbe, bł. bp Michał Kozal oraz bł. ks. Stefan Wincenty Frelichowski. Do nich możemy się modlić, natomiast za wszystkich pozostałych pomódlmy się teraz: Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci. Przez miłosierdzie Boże, niech odpoczywają w pokoju wiecznym. Amen. I jeszcze jedna uwaga: Męczennicy, których dziś wspominamy, oddali swoje życie, ponieważ chcieli pozostać wierni Bogu i swojemu powołaniu, aż do końca. Nie chcieli zdradzić Boga. My dzisiaj nie jesteśmy wzywani do oddania życia - ale jesteśmy wezwani do dawania świadectwa wierności i posłuszeństwa Panu Bogu. Parę dni temu część z nas zakończyła niespodziewany, dziewięciodniowy post, do którego zostaliśmy zaproszeni przez Pana Boga. Dla wielu z nas było to bardzo wymagające doświadczenie. Szczególnie dużą trudnością było spanie przez dziewięć dni na podłodze i poszczenie o chlebie i wodzie. Ale spróbujmy teraz pomyśleć o tych męczennikach, którzy trafili do obozów koncentracyjnych. Posłuchajmy, jak jeden z więźniów opisał warunki, w jakich przyszło im żyć: „Naszą pierwszą noc w Auschwitz spędziliśmy na piętrowych pryczach. Na każdej pryczy o wymiarach około 2 x 2,5 m., spało, bezpośrednio na gołych deskach, 9 osób. Każda dziewiątka musiała dzielić między sobą 2 koce. Rzecz jasna, mogliśmy leżeć wyłącznie na boku, stłoczeni i przyciśnięci do siebie, co miało pewne zalety z uwagi na przenikliwy ziąb. Chociaż wnoszenie butów na prycze było zabronione, niektórzy używali ich potajemnie zamiast poduszek, choć całe były oblepione błotem. W przeciwnym razie głowa śpiącego musiałaby spoczywać w zgięciu niemalże wykręconego ramienia. A mimo to sen jednak przychodził i choć na parę godzin przynosił zapomnienie i ulgę w cierpieniu. (...) W późniejszym okresie naszego pobytu w obozie dzienne racje żywnościowe składały się z wydawanej raz dziennie miski niewiarygodnie wodnistej zupy oraz bardzo zazwyczaj skąpej porcji chleba. Dodatkowo funkcjonowało coś takiego, jak dodatek żywnościowy, który jednego dnia oznaczał około 20 g margaryny, innego plasterek podłej jakości kiełbasy, kawałek sera, odrobinę sztucznego miodu lub łyżkę wodnistej marmolady. (...) Chorzy, podlegający specjalnej opiece- to znaczy ci, którzy zamiast pracować poza obozem mogli pozostać w barakach- byli w jeszcze gorszej sytuacji"[1]. Teraz możemy przejść do naszej konferencji. Ks. Dominik Jędrzejewski, fot. ze str.: http://www.sw-andrzej.konin.pl/dominik.html, 16 .05. 2026 r. Kolejny błogosławiony męczennik z diecezji włocławskiej to ks. Dominik Jędrzejewski, który urodził się 4 sierpnia 1886 r. w miejscowości Kowal, ok. 20 km od Włocławka. Był synem Andrzeja i Katarzyny z domu Zakrzewskiej. Był najmłodszym wśród pięciorga rodzeństwa. Cała rodzina odznaczała się głęboką pobożnością. Dominik początkowo uczył się w miejscowej szkole powszechnej, a następnie przeniósł się do brata mieszkającego w Działoszynie i tam kontynuował swoją edukację. W 1902 r. w Łęczycy rozpoczął naukę w trzyletnim Seminarium Nauczycielskim. W 1905 r. w szkole tej doszło do buntu młodzieży szkolnej przeciw powszechnej rusyfikacji. Uczniowie domagali się wprowadzenia nauczania w języku polskim. Wydarzenia te wywarły duży wpływ na kształtowanie się jego postawy religijnej i patriotycznej. Dominik prawdopodobnie wówczas powrócił do domu rodzinnego i postanowił dalsze życie poświęcić kapłaństwu. W 1906 r. zdał egzamin końcowy w gimnazjum w Kaliszu i jesienią tego samego roku rozpoczął naukę we włocławskim Seminarium Duchownym. W 1911 r. otrzymał święcenia kapłańskie i został skierowany jako wikariusz do parafii pw. św. Małgorzaty w Zadzimiu k. Sieradza. Rok później został przeniesiony na tę samą funkcję do parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Poczesnej, niedaleko Częstochowy. Tam posługiwał do 1917 r., kiedy przeniesiono go do parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kaliszu. W Kaliszu do 1920 r. pełnił obowiązki wikariusza oraz kapelana więziennego. Jesienią 1920 r. został prefektem w gimnazjum koedukacyjnym w Turku. Udostępnił tam mieszkańcom swój bogaty księgozbiór, tworząc bibliotekę publiczną w Turku. Mimo licznych zajęć w szkole znajdował czas na pracę w instytucjach społecznych, charytatywnych i oświatowych miasta Turku. Ks. Jędrzejewski był wyjątkowo zdolnym pedagogiem, dlatego wszędzie, gdzie pracował, zarówno nauczyciele, jak i uczniowie darzyli go wielkim szacunkiem. Niestety, z powodu złego stanu zdrowia był zmuszony zrezygnować z pracy w szkolnictwie. Powrócił wówczas do duszpasterstwa, przechodząc do niewielkiej parafii pw. św. Marii Magdaleny w Kokaninie. W 1927 r., z powodu częstych ataków choroby nerek, poddał się poważnej operacji w szpitalu w Kaliszu. Po udanej operacji i rekonwalescencji w 1928 r. został mianowany proboszczem parafii pw. św. Andrzeja Apostoła w Gosławicach k. Konina. Tam, mimo problemów zdrowotnych, pracował z wielkim oddaniem. Parafianie, którzy także darzyli go wielkim szacunkiem i zaufaniem, nazywali go „kochanym ojczulkiem"[2]. Był uwielbiany i podziwiany za gorliwość w sprawowaniu sakramentów, troskę o katechizację dzieci i młodzieży oraz życzliwość wobec ubogich. Parafia w Gosławicach stała się dla ks. Dominika miejscem najdłuższej i najbardziej owocnej pracy duszpasterskiej. Pracował tam aż do chwili aresztowania. Jego posługi duszpasterskiej nie przerwał nawet wybuch II wojny światowej we wrześniu 1939 r., choć wraz z wkroczeniem wojsk niemieckich rozpoczął się okres nasilonych represji wobec duchowieństwa i ludności polskiej. W wielu miejscach zamykano kościoły, a kapłani byli poddawani szczególnej kontroli oraz represjom władz okupacyjnych. Mimo tej trudnej sytuacji ks. Jędrzejewski nadal sprawował posługę kapłańską, starając się podtrzymywać wśród wiernych ducha wiary i nadziei. Z biegiem czasu jego działalność, podobnie jak działalność wielu polskich kapłanów, zaczęła budzić niechęć władz okupacyjnych. 26 sierpnia 1940 r., podczas masowych aresztowań duchowieństwa polskiego, ks. Dominik Jędrzejewski został zatrzymany przez Niemców i przewieziony do obozu przejściowego w Szczeglinie w powiecie mogileńskim. Następnie, jak podaje jedno ze źródeł, „...wszyscy przetrzymywani w Szczeglinie duchowni, w tym [ks.] Dominik, zostali 29.VIII.1940 r. zagnani - pieszo - do oddalonej o ok. 30 km stacji kolejowej w Inowrocławiu. Było ich ok. 525, w tym, oprócz [ks.] Dominika, co najmniej 7 przyszłych męczenników, a dziś błogosławionych Kościoła Powszechnego: ks. Franciszek Drzewiecki (1908, Zduny - 1942, Hartheim), kleryk Tadeusz Dulny (1914, Krzczonowice - 1942, KL Dachau), o. Krystyn Wojciech Gondek (1909, Słona - 1942, KL Dachau), ks. Edward Grzymała (1906, Kołodziąż - 1942, Hartheim), kleryk Bronisław Jerzy Kostkowski (1915, Słupsk - 1942, KL Dachau), ks. Władysław Mączkowski (1885, Przygodzice Wielkie - 1942, KL Dachau) i o. Marcin Jan Oprządek (1884, Kościelec - 1942, Hartheim)"[3]. Wkrótce po przybyciu do Inowrocławia uwięzionych kapłanów załadowano do wagonów kolejowych i przewieziono do niemieckiego obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Stamtąd 14 grudnia 1940 r. wywieziono ks. Dominika wraz z pozostałymi kapłanami do obozu koncentracyjnego w Dachau. Tam otrzymał obozowy numer 22813 i umieszczono go w baraku 28 w izbie nr 3. Był to specjalnie wydzielony barak tzw. Priesterblock, przeznaczony dla polskich księży i zakonników. Ks. Dominik Jędrzejewski otrzymał, podobnie jak wielu innych uwięzionych kapłanów, propozycję zwolnienia z obozu i wyjścia na wolność w zamian za rezygnację z kapłaństwa. Odmówił jednak zdecydowanie i pozostał wierny swojej wierze oraz powołaniu aż do końca. Został przydzielony do pracy w drużynie kopaczy (Erdbewegung), wykonującej ciężkie roboty ziemne przy kopaniu łąk „na tzw. »plantagach«, polach przylegających do obozu"[4]. Mimo skrajnego wyczerpania, nigdy się nie skarżył ani nie narzekał. Ksiądz Franciszek Mączyński (1901-1998), współwięzień ks. Dominika a po wojnie długoletni rektor Papieskiego Instytutu Polskiego w Rzymie, tak go wspominał: „Był to kapłan o bardzo głębokim życiu duchowym. Był przygotowany na śmierć. Znosił cierpienia z chrześcijańskim męstwem; był spokojny. To był wyjątkowy człowiek. On nie przeklinał ani nie złorzeczył prześladowcom"[5]. W 1942 r. jego organizm był już tak wyczerpany, że nie mógł samodzielnie chodzić. Współwięźniowie nosili go więc do pracy na plecach. Szczególną opieką otaczał go alumn Tadeusz Dulny (1914-1942). Ks. Dominik Jędrzejewski zmarł, całkowicie wycieńczony i właściwie zagłodzony, 28 sierpnia 1942 r. Ks. Franciszek Salezy Korszyński (1893- 1962), kolejny współwięzień i późniejszy biskup pomocniczy we Włocławku, wspominał jego ostatnią prośbę: „Byłem obecny przy księdzu Dominiku, kiedy już właściwie konał; wziął mnie za rękę i powiedział: jak ksiądz wyjdzie z obozu, proszę pojechać do Gosławic i powiedzieć moim parafianom, że ja swoje życie ofiaruję za nich"[6]. 53. Bł. ks. Henryk Kaczorowski (1888-1942) urodził się 10 lipca 1888 r. w wiosce Bierzwienna Długa, w powiecie kolskim. Był najstarszym spośród ośmiorga dzieci Andrzeja i Julii z Wapińskich. Ojciec pracował jako zarządca majątków okolicznych właścicieli ziemskich, co wiązało się z częstą zmianą miejsca zamieszkania przez rodzinę. Matka natomiast zajmowała się prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci. Początkową naukę Henryk rozpoczął w Publicznej Szkole Elementarnej w pobliskiej Kłodawie. Po przeprowadzce rodziny ukończył szkołę powszechną w Noskowie koło Jarocina. Następnie kontynuował edukację w Męskim Gimnazjum Klasycznym w Kaliszu, gdzie rodzina osiedliła się na stałe. Nie ukończył jednak nauki z powodu strajku szkolnego w 1905 r., który doprowadził do czasowego zamknięcia gimnazjum. W tym czasie podjął pracę jako nauczyciel prywatny, a następnie pracował w szkole elementarnej we wsi Słodków niedaleko Turku. Równocześnie zdał eksternistycznie egzamin maturalny. W 1908 r., mając dwadzieścia lat, wstąpił do Seminarium Duchownego we Włocławku. Po pięciu latach studiów został wysłany do Petersburga, gdzie kontynuował naukę w Akademii Duchownej. Tam w 1914 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk bpa Jana Cieplaka (1857-1926). Wybuch I wojny światowej zastał go w rodzinnym domu w Kaliszu. Działania wojenne uniemożliwiły mu dalsze studia w Petersburgu. Biskup kujawsko-kaliski Stanisław Kazimierz Zdzitowiecki (1854-1927) powierzał mu w tym czasie różne funkcje duszpasterskie na terenie diecezji. Podczas posługi wśród chorych w kaliskim szpitalu zyskał opinię gorliwego kapłana, nazywanego apostołem chorych. Przez dziewięć miesięcy zastępował proboszcza w sanktuarium maryjnym w Licheniu Starym. Zapamiętano go jako kapłana gorliwego zarówno przy ołtarzu, jak i na ambonie oraz w konfesjonale. Wierzono, że dzięki jego modlitwom wypraszał „u Boga łaski nawrócenia wielu osób"[7]. W 1916 r. został mianowany wikariuszem parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Sulmierzycach. Dwa lata później, po zakończeniu I wojny światowej, podjął przerwane studia - tym razem na nowo utworzonym Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W 1922 r. uzyskał stopień doktora teologii jako jeden z pierwszych studentów tej uczelni. Rozprawę doktorską pt. Rola uczuć w życiu moralnym według nauki św. Tomasza z Akwinu napisał pod kierunkiem o. prof. Jacka Woronieckiego (1878-1949). Po powrocie do Włocławka rozpoczął wykłady z teologii moralnej w tamtejszym Seminarium Duchownym. Jednocześnie został dyrektorem Liceum im. Piusa X w tym mieście. Ponadto w latach 1925-1928 pełnił funkcję redaktora naczelnego naukowego czasopisma teologicznego Ateneum Kapłańskie. Zwracając się do alumnów seminarium duchownego, pisał: „»Wy będziecie ogrodnikami, będziecie siali, pielęgnowali kwiaty, ale nie dla siebie, tylko dla Pana« - tak określał powołanie, które przywiodło młodych ludzi do seminarium. Kształtowanie tego powołania, jak wyjaśniał na łamach Ateneum Kapłańskiego, wymaga wysiłku: »Ćwiczenie się w cnotach przyrodzonych własnym wysiłkiem trzeba łączyć z nadprzyrodzoną pomocą, jaką daje łaska Boża, zaszczepiająca w duszy młodzieży potrzebne jej cnoty«"[8]. W 1928 r. został rektorem Seminarium Duchownego. Jego głównym celem stało się wychowanie i formacja kapłanów głęboko wierzących oraz ofiarnych, którzy w przyszłości będą gorliwymi duszpasterzami. Dbał również o rozwój fizyczny swoich podopiecznych. „Wysokie wymagania, stawiane alumnom przez rektora, były przez nich odbierane jako wyraz miłości do nich i do sprawy Bożej, tym bardziej, że potwierdzał to na co dzień nie dającym się ukryć głębokim życiem wewnętrznym i stawianymi sobie wymaganiami, zawsze większymi niż wobec innych. Ujmował alumnów swym twardym stylem życia połączonym z wielką dobrocią, szacunkiem w stosunku do nich, kulturą. Nie znosił bierności, wygodnictwa czy nieporządku. Był konsekwentnym zwolennikiem rzetelnego wysiłku w nauce, w pobożności, w zachowaniu wszelkiego ładu w życiu codziennym. Bardzo troszczył się o biednych alumnów, którym dyskretnie, na różny sposób, niósł pomoc; często przyznawał im stypendia z własnej pensji"[9] O skuteczności jego pracy formacyjnej świadczy fakt, że wśród alumnów formowanych w tym okresie znalazło się kilku późniejszych błogosławionych męczenników. Byli to: bł. ks. Edward Grzymała, bł. ks. Józef Kurzawa, bł. ks. Leon Nowakowski, bł. alumn Tadeusz Dulny oraz bł. alumn Bronisław Kostkowski. W 1930 r. został mianowany kanonikiem kapituły katedralnej. W 1939 r. otrzymał godność prałata papieskiego, jednak w czerwcu tego roku, ze względu na pogarszający się stan zdrowia, zrezygnował z funkcji rektora seminarium. Po wybuchu II wojny światowej Włocławek został szybko zajęty przez Niemców, którzy natychmiast przystąpili do prześladowań ludności polskiej. Mimo to ks. Henryk Kaczorowski, wraz z pozostałymi profesorami, podjął decyzję o kontynuowaniu zajęć w Seminarium Duchownym. Już 7 listopada 1939 r., w ramach tzw. akcji Intelligenzaktion, mającej na celu likwidację polskiej inteligencji, Niemcy aresztowali wszystkich profesorów i alumnów seminarium. Zatrzymanych osadzono w więzieniu karnym we Włocławku. Tam ks. Henryk, trwając na modlitwie, kontynuował formację swoich uczniów. W grudniu, z powodu choroby, został na pewien czas przeniesiony do nieistniejącego dziś szpitala św. Antoniego. W marcu 1940 r. przewieziono go do obozu przejściowego w Lądzie, mieszczącego się w klasztorze salezjańskim. Przebywali tam już pozostali księża i alumni, aresztowani wraz z nim w listopadzie 1939 r., którzy zostali wcześniej przewiezieni do Lądu. W kwietniu następnego roku ks. Henryk Kaczorowski, razem z bp. Michałem Kozalem (1893-1943) oraz kilkoma starszymi kapłanami, został skierowany do KL Dachau. Ich „droga prowadziła przez więzienie w Inowrocławiu, gdzie [ks.] Henryk został przez Niemców skatowany, do obozu koncentracyjnego KL Sachsenhausen. [Dopiero] Stamtąd 25 IV 1941 r. przetransportowano go do obozu koncentracyjnego (...) KL Dachau. Dla Niemców stał się numerem 24547 wymalowanym na trójkątnej naszywce, tzw. winklu, noszonym na obozowym ubraniu - pasiaku. Biskup Kozal otrzymał numer o trzy mniejszy: 24544..."[10]. Ks. Kaczorowski został umieszczony w baraku nr 28. W obozie zachowywał się w sposób nacechowany głęboką postawą chrześcijańską. Nie skarżył się na nic i nie narzekał. Pracował ciężko, tak jak inni więźniowie. Starał się podtrzymywać współwięźniów na duchu, a mimo wyczerpania i głodu potrafił dzielić się swoją porcją jedzenia z bardziej potrzebującymi. W końcu, całkowicie wyczerpany fizycznie, trafił do tzw. bloku inwalidów. Tam „w izbie o wymiarach 8 na 9 m leżało stłoczonych ok. 300 osób. Ci wszyscy byli skazani w rzeczywistości na szybkie unicestwienie. Więźniów tych zabierała stopniowo duża ciężarówka, kryta szczelnie czarną plandeką, określana jako samochód widmo"[11]. Do tej ciężarówki zabrany został ks. Kaczorowski 6 maja 1942 r. Wiedział, że jedzie na śmierć, lecz przyjmował ją spokojnie i z godnością. Przed wyjazdem, korzystając z nieuwagi strażników, podszedł do bramy, przy której stał alumn Władysław Sarnik (1912-1999), i powiedział do niego: „»Władziu, powiedz wszystkim, by się nie smucili. My się nie łudzimy; my wiemy, co nas czeka. Dominus regit me et nihil mihi deerit [Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego] (Ps 22). Przyjmujemy z rąk Bożych to, co nas czeka. Módlcie się za nas, abyśmy wytrwali, a my również będziemy modlić się za was - tam - i wskazał ręką ku niebu«. Wkrótce potem strażnik brutalnie wepchnął go na samochód, który niezwłocznie odjechał"[12]. Ks. Henryk Kaczorowski zginął w komorze gazowej w okolicach Linzu. Jego postawa w obozie koncentracyjnym, pełna pokoju, godności i cichego heroizmu, głęboko zapadła w pamięć współwięźniów. Aresztowany wraz z nim alumn Kazimierz Majdański (1916-2007), późniejszy arcybiskup szczecińsko-kamieński, złożył o nim następujące świadectwo: „...nigdy nie narzekał, nigdy nie wypowiedział słowa skargi i żalu, spokojnie przyjmował wszystko, co przyszło tak nieoczekiwanie i torturowało tak okrutnie. To tak, jakby dotychczasowe życie było nie tylko do takiej próby przygotowaniem, ale jakby jakimś niemal jej wyczekiwaniem. To wszystko cicho i cierpliwie. - Kryterium niezawodne prawdy o dojrzałym człowieczeństwie i dojrzałym kapłaństwie, wyraz heroicznego męstwa chrześcijańskiego, które nie krzyczy buńczucznie, bo umie znacznie więcej: umie nieść krzyż, wpatrzone w Cichego Baranka. Ten wspaniały kapłan był cichy. I to była tajemnica jego życia, może najgłębsza. W czasie internowania w Lądzie mówił w prywatnej rozmowie o szczególnej łasce wczesnej śmierci, gdy człowiek odchodzi obdarzony jeszcze jakimś, nie zgaszonym przez starość, bogactwem życia i zrozumiałej dla innych »potrzebności«. Było to w ustach Rektora zaskakujące. Ale może usprawiedliwione tym właśnie jakimś poczuciem piękna, z którym liczy się Pan Bóg, Sprawca dojrzałości duchowej tylu młodych świętych, powołanych wcześnie do Siebie"[13]. Kolejnym błogosławionym z diecezji włocławskiej jest alumn Bronisław Kostkowski (1915-1942), który urodził się 11 marca 1915 r. w Słupsku. Był pierworodnym synem Marcina Władysława i Marii z domu Wiśniewskiej. Dziesięć dni później, 21 marca, został ochrzczony w kościele parafialnym pw. św. Ottona w Słupsku, który obecnie należy do mniszek klarysek od Wieczystej Adoracji. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości rodzina Kostkowskich przeniosła się ze Słupska, znajdującego się wówczas na terenie Niemiec, do Bydgoszczy, leżącej już w granicach odrodzonego państwa polskiego. Tam w 1926 r. Bronisław ukończył czteroklasową szkołę powszechną i rozpoczął naukę w Męskim Państwowym Gimnazjum Humanistycznym. Już w tym okresie odznaczał się szczególną pobożnością maryjną - został „sodalisem mariańskim i prezesem sodalicji w gimnazjum"[14]. Po uzyskaniu w 1936 r. świadectwa dojrzałości jesienią tego samego roku rozpoczął naukę w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku, gdzie funkcję rektora pełnił wówczas bł. ks. Henryk Kaczorowski (1888-1942). W czasie studiów alumn Bronisław Kostkowski wyróżniał się sumiennością w nauce oraz głęboką pobożnością. W kwietniu 1939 r. przyjął dwa niższe święcenia, a w czerwcu został promowany na czwarty rok studiów. Po wybuchu wojny, przebywając na wakacjach u rodziców, Bronisław Kostkowski na pewien czas opuścił Bydgoszcz i - podobnie jak inni mieszkańcy - ukrywał się przed Niemcami, aby uniknąć aresztowania. Mimo to w październiku zgłosił chęć kontynuowania nauki w Seminarium Duchownym. Jednak wieczorem 7 listopada 1939 r., wraz ze wszystkimi profesorami i alumnami przebywającymi w gmachu uczelni, został aresztowany przez gestapo w ramach akcji eksterminacji polskiej inteligencji na terenach tzw. Kraju Warty (niem. Warthegau). Polityka ta, realizowana pod kierownictwem Arthura Karla Greisera (1897-1946), zmierzała do całkowitego podporządkowania i wyniszczenia ludności polskiej. „Warunki, jakie stworzył Greiser ludności polskiej w Warthegau, oznaczały jeszcze dotkliwsze represje i ograniczania niż te, które były udziałem Polaków w Generalnym Gubernatorstwie. Polacy poddani byli niewolniczej pracy, zamknięto niemal wszystkie kościoły, żywność ograniczono do głodowych racji. Zamiarem Greisera było całkowite zniemczenie Wielkopolski, która miała stać się integralną częścią III Rzeszy. Cel miał być osiągnięty przez połączenie kilku metod: - fizycznej eksterminacji, która dotyczyła zwłaszcza szeroko pojętych elit, - deportacji znacznej części ludności do Generalnego Gubernatorstwa, tak by zrobić miejsce dla Niemców, ściąganych do Warthegau z różnych stron Europy, (...), - wyszukiwaniu »niemieckiej krwi«, tj. wciąganiu części ludności na Volkslistę - (...) [wywozom] na roboty do Rzeszy"[15]. Aresztowani kapłani i alumni byli przetrzymywani w bardzo ciężkich warunkach w miejskim więzieniu karnym we Włocławku. Alumn Bronisław Kostkowski zapisał się w pamięci współwięźniów jako człowiek niezwykle uczynny i rozmodlony. Podczas pobytu w więzieniu miał możliwość odzyskania wolności, jednak pod warunkiem, na który się nie zgodził. Wspominała o tym jego najbliższa rodzina: „Ze względu na znajomości jego matki, zaproponowano mu zwolnienie pod warunkiem zrezygnowania z drogi do kapłaństwa. Odmówił, pisząc do matki: »Raczej śmierć wybiorę niż sprzeniewierzę się powołaniu, którym mnie Bóg zaszczycił«. - Mieliśmy taką dobrą sąsiadkę, która była Niemką i miała syna w gestapo. Mówiła, że Bronek może wyjść z więzienia, bo urodził się w Słupsku, w Rzeszy. Miał się tylko wyrzec kapłaństwa. Mama pojechała tam do niego (jeszcze przebywał w więzieniu we Włocławku) i myślała, że wrócą razem. Byliśmy na dworcu, jak przyjechała... sama. Szła cała zapłakana i powiedziała tylko »Nie zgodził się« - wspominała w rozmowie z naszą redakcją pani Łucja Pańka, siostra błogosławionego. - Sutannę by zdjął i byłby wolny - powiedziała nam Zofia Sikorska, kuzynka bł. Bronisława"[16]. W styczniu 1940 r., wraz z pozostałymi kapłanami i alumnami, został przewieziony do klasztoru salezjanów w Lądzie, gdzie utworzono obóz przejściowy dla internowanego duchowieństwa. Tam kontynuował naukę i otrzymał promocję na piąty rok studiów. Podczas pobytu w obozie w Lądzie Bronisław Kostkowski utrzymywał kontakt listowny z rodziną. W jednym z listów pisał: „Jestem przygotowany na najgorsze. Zdawałem sobie z tego sprawę, kiedy wstępowałem do seminarium, że gdy zajdzie potrzeba, trzeba oddać życie Bogu w ofierze. Nie zawaham się oddać je za Boga i Ojczyznę. Niech więc dzieje się wola Boża. Bądźcie spokojni i dumni... Chcieliście mieć syna księdza, czemu nie macie złożyć go Bogu w ofierze Bądźcie dobrej myśli i pamiętajmy o sobie w modlitwach. Dziękuję serdecznie za Mszę Św."[17]. 26 sierpnia 1940 r. część internowanych została przewieziona przez gestapo do obozu w Szczeglinie niedaleko Mogilna. Po trzech dniach więźniowie zostali zmuszeni do przejścia pieszo, w trudnych warunkach, około 30-kilometrowej trasy do Inowrocławia. Źródła podają różną liczbę uczestników tego marszu - od około 200 do ponad 500 osób. Wśród nich było „oprócz [alumna] Bronisława [Kostkowskiego], co najmniej 7 przyszłych męczenników, a dziś błogosławionych Kościoła Powszechnego: ks. Franciszek Drzewiecki (1908-1942), kleryk Tadeusz Dulny (1914-1942), o. Krystyn Wojciech Gondek (1909-1942), ks. Edward Grzymała (1906- 1942), ks. Dominik Jędrzejewski (1886-1942), ks. Władysław Mączkowski (1885-1942) i o. Marcin Jan Oprządek (1884 -1942)"[18]. Z Inowrocławia został przewieziony do KL Sachsenhausen, a 14 grudnia 1940 r. przeniesiono go do KL Dachau. Tam otrzymał numer więzienny 22828 i został umieszczony w izbie nr 4 w baraku 28. Okrutne warunki obozowe, praca ponad ludzkie siły, brutalność strażników oraz nieustanny głód doprowadziły do rozwoju gruźlicy. Skrajnie wycieńczony i ciężko chory, Bronisław Kostkowski zmarł 27 grudnia 1942 r. Ciało zmarłego zostało spalone w obozowym krematorium. Jego postawa, naznaczona wiernością powołaniu aż do śmierci, stanowi świadectwo heroizmu wiary w warunkach skrajnego cierpienia. Bibliografia: Ks. Kaczmarek Tomasz, Sanktuarium Licheńskie i męczennicy, Marki b.r. Martyrologia duchowieństwa polskiego 1939-1956, praca zbiorowa, Łódź 1992. Męczennicy za wiarę 1939-1945, praca zbiorowa, Warszawa 1996. Arthur Karl Greiser, art. w Intern. na str.: http://www.wypedzeni1939.pl/sprawcy/arthur-karl-greiser/, 01.04. 2026 r. bł. BRONISŁAW JERZY KOSTKOWSKI, prezbiter i męczennik, patron: diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, Słupska https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0927blBRONISLAWJERZYKOSTKOWSKImartyr01.htm, 01. 04. 2026 r. Ks. Wojciech Panek, 70 rocznica męczeństwa bł. Bronisława Kostkowskiego, art. w Intern. na str.: https://www.radiomaryja.pl/kosciol/70-rocznica-meczenstwa-bl-bronislawa-kostkowskiego/, 01. 04. 2026 r. Ks. Wojciech Parfianowicz, 27 września męczeńską śmierć poniósł urodzony w Słupsku bł. Bronisław Kostkowski, art. w Inern. na str.: https://koszalin.gosc.pl/doc/5881983.27-wrzesnia-meczenska-smierc-poniosl-urodzony-w-Slupsku-bl, 01. 04. 2026 r. - Bł. Henryk Kaczorowski, męczennik, Patron: diecezji włocławskiej, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0506blHENRYKKACZOROWSKImartyr01.htm, 30. 03. 2026 r. http://www.sw-andrzej.konin.pl/dominik.html, 16 .05. 2026 r. Bł. Dominik Jędrzejewski, męczennik patron: Kowala, diecezji włocławskiej https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0829blDOMINIKJEDRZEJEWSKImartyr01.htm, 14. 03. 2026 r [1] Viktor E.Frankl, Człowiek w poszukiwaniu sensu, Warszawa 2024, s. 41 i 59. [2] Męczennicy za wiarę 1939-1945... , s. 250. [3] Bł. Dominik Jędrzejewski, męczennik patron: Kowala, diecezji włocławskiej https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0829blDOMINIKJEDRZEJEWSKImartyr01.htm, 14. 03. 2026 r. [4] Tamże. [5] Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie..., s. 89. [6] Tamże. [7] Męczennicy za wiarę 1939-1945... , s. 251. [8] Bł. Henryk Kaczorowski, męczennik, Patron: diecezji włocławskiej, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0506blHENRYKKACZOROWSKImartyr01.htm, 30. 03. 2026 r. [9] Męczennicy za wiarę 1939-1945... , s. 252. [10] Bł. Henryk Kaczorowski, męczennik, Patron: diecezji włocławskiej, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0506blHENRYKKACZOROWSKImartyr01.htm, 31. 03. 2026 r. [11] Męczennicy za wiarę 1939-1945... , s. 253. [12] Tamże. [13] Tamże, s. 254-255. [14] Tamże, s. 256. [15]Arthur Karl Greiser, art. w Intern. na str.: http://www.wypedzeni1939.pl/sprawcy/arthur-karl-greiser/, 01.04. 2026 r. [16] Ks. Wojciech Parfianowicz, 27 września męczeńską śmierć poniósł urodzony w Słupsku bł. Bronisław Kostkowski, art. w Inern. na str.: https://koszalin.gosc.pl/doc/5881983.27-wrzesnia-meczenska-smierc-poniosl-urodzony-w-Slupsku-bl, 01. 04. 2026 r. [17]Ks. Wojciech Panek, 70 rocznica męczeństwa bł. Bronisława Kostkowskiego, art. w Intern. na str.: https://www.radiomaryja.pl/kosciol/70-rocznica-meczenstwa-bl-bronislawa-kostkowskiego/, 01. 04. 2026 r. [18] bł. BRONISŁAW JERZY KOSTKOWSKI, prezbiter i męczennik, patron: diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, Słupska https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0927blBRONISLAWJERZYKOSTKOWSKImartyr01.htm, 01. 04. 2026 r. Powrót |