|
108 polskich męczenników z czasów II wojny światowej Cz. XV  Obraz ze str. https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/06-12a.php3 (dostęp 08. 09. 2025 r.) 55. Bł. ks. Józef Kurzawa (1910-1940) urodził się 6 stycznia 1910 r. we wsi Świerczyna, należącej wówczas do parafii Giżyce, obecnie znajdującej się w granicach parafii Brzeziny niedaleko Kalisza. Jego ojcem był Jan, pracujący jako leśniczy[1] (według innych źródeł - strażnik leśny zajmujący się wyrębem oraz zalesianiem wyrębów[2]), natomiast matką była Józefa z domu Archańska. Rodzina Kurzawów była głęboko religijna, o czym wspominał młodszy brat Józefa, Bolesław (1912-2001), który również został kapłanem. W latach 1922-1928 Józef uczęszczał do Państwowego Gimnazjum Humanistycznego im. Adama Asnyka w Kaliszu. W tym czasie należał do Sodalicji Mariańskiej pw. św. Kazimierza oraz do organizacji Bratniej Pomocy popularnie zwanej Bratniakiem, która wspierała uczniów znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej. Po zdaniu egzaminu dojrzałości przez trzy lata kształcił się w Szkole Podchorążych Rezerwy w Jarocinie, którą ukończył w 1931 r. w stopniu sierżanta podchorążego. W tym samym roku, odpowiadając na od dawna odczuwane powołanie, zrezygnował z kariery wojskowej i wstąpił do Seminarium Duchownego we Włocławku. 14 czerwca 1936 r. przyjął święcenia kapłańskie. Już w sierpniu tego samego roku objął funkcję wikariusza w parafii pw. Opieki Matki Bożej w Osięcinach, położonych około 25 km od Włocławka. Równocześnie pełnił obowiązki prefekta w miejscowej szkole. Proboszczem w tej parafii był ks. Wincenty Matuszewski (1869-1940), również późniejszy błogosławiony męczennik. Był już wówczas 67-letnim, schorowanym kapłanem, dlatego młodszy ks. Józef przejął znaczną część obowiązków duszpasterskich. Ks. Matuszewski wyrażał się o swoim wikariuszu z dużym uznaniem, a ten „szanował [go] jak ojca"[3]. Ks. Józefa Kurzawę zapamiętano jako kapłana o wielkim sercu dla młodych ludzi, zwłaszcza ubogich. Potrafił w sposób dyskretny wspierać rodziny dotknięte bezrobociem. Po wybuchu wojny, mimo narastającego zagrożenia, obaj kapłani pozostali w parafii, nadal pełniąc posługę duszpasterską. Okoliczni mieszkańcy dobrze pamiętali już tragiczny los ośmiu kapłanów z sąsiednich „parafii, rozstrzelanych przez policję niemiecką w nocy z 31 października na 1 listopada 1939 r. w pobliskim Piotrkowie [Kujawskim]"[4]. Wśród zamordowanych był ks. Leon Nowakowski (1913-1939), również później wyniesiony na ołtarze jako męczennik, którego biogram zostanie omówiony w dalszej części opracowania. W lutym 1940 r. komendantem policji w Osięcinach został Austriak Johan Pichler (1896-?), który brał udział w egzekucji kapłanów w Piotrkowie Kujawskim. Natomiast w kwietniu tego roku burmistrzem został również Austriak Ernst Daub (1904-?), określany jako „osławiony w okręgu Saary (Saargebiet) w zwalczaniu duchowieństwa katolickiego"[5]. Obaj, mimo że pochodzili z rodzin katolickich, zaplanowali zabójstwo księży z Osięcin. Decyzja ta zapadła w atmosferze narastającego terroru, który szczególnie dotykał duchowieństwo na terenach Kraju Warty. O tej planowanej zbrodni obu księży „ostrzegał m.in. były burmistrz Leonard Arndt (?). Krótko przed morderstwem właściciel gospody podsłuchał rozmowę Pichlera i Dauba"[6]. Oprócz burmistrza i właściciela gospody, także inni mieszkańcy namawiali księży, aby jak najszybciej się ukryli. Jednak ks. Matuszewski zdecydowanie odmówił opuszczenia parafii, natomiast namawiał do tego ks. Kurzawę. Ten początkowo zgodził się na to, ale bardzo szybko zmienił zdanie. Gdy „ks. proboszcz ponownie nalegał na ks. Józefa [mówiąc]: »Ty jesteś młody i możesz uciekać«. Wikariusz miał jedną tylko odpowiedź: »Ja ciebie, ojcze, nie opuszczę. Jeżeli zginiemy, to razem«"[7]. W nocy z 23 na 24 maja, około północy dwaj hitlerowscy zbrodniarze w cywilnych ubraniach pojawili się na plebani i rozkazali księżom ubrać się i wyjść na zewnątrz, gdzie czekał na nich w samochodzie niemiecki kierowca. Podczas dochodzenia do auta, świadkowie widzieli, jak hitlerowcy bili proboszcza i osłaniającego go swoim ciałem ks. Kurzawę. Po przejechaniu samochodem ok. 10 km, za wsią Samszyce, z dala od zabudowań, kazali kapłanom wysiąść i zastrzelili ich strzałami w głowę. Rano 24 maja odnaleziono w rowie zmasakrowane ciała obu duchownych. Kilka dni później męczenników uroczyście pochowano „przy bardzo licznym udziale wiernych katolickich oraz osób innych wyznań"[8]. Okupacyjne władze wydały zgodę na ten pogrzeb, co w warunkach okupacyjnych należało wówczas do rzadkości. Jeszcze bardziej zaskakujące okazało się to, że trzy dni po pogrzebie sprawcy zbrodni zostali aresztowani. Na zbrodniarzy donieśli mieszkający na terenie parafii Niemcy, którzy spotykali się z olbrzymią dobrocią obu księży. Przede wszystkim pamiętali jak proboszcz bronił ich przed Polakami, którzy na początku wojny chcieli wykonać na nich samosądy. Obaj sprawcy zostali zasądzeni na 15 lat więzienia i utratę praw obywatelskich na lat 10. Odsiedzieli jednak tylko około roku, bo po ataku Niemiec na Związek Radziecki zostali wysłani na front wschodni i ich los pozostał nieznany. Znamienne było uzasadnienie wyroku, który wcale nie potępiał zamordowania księży przez zbrodniarzy. Niemiecki „sąd uzasadnił wyrok faktem, że »swym czynem przynieśli szkodę narodowi niemieckiemu«, a mord ten »mógł wzbudzić niepokoje wśród ludności polskiej«"[9]. Wspólna śmierć obu kapłanów stała się wymownym świadectwem wierności powołaniu oraz braterskiej solidarności w obliczu niemieckich prześladowań. W hołdzie dla obu męczenników bp Wiesław Mering ustanowił w 2010 r. na terenie parafii w Osięcinach Sanktuarium Błogosławionych Męczenników Eucharystii i Jedności Kapłańskiej. 56. Bł. ks. Wincenty Matuszewski (1869-1940) urodził się 3 marca 1869 r. w Woli Chruścińskiej, należącej do parafii Grochów koło Kutna. Był synem Józefa i Józefy z domu Strużyńskiej. Studiował w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku, gdzie przygotowywał się do kapłaństwa. Święcenia kapłańskie przyjął 17 lutego 1895 r. z rąk bpa Aleksandra Kazimierza Bereśniewicza (1823-1902), ówczesnego ordynariusza kujawsko-kaliskiego. Pierwszą placówką duszpasterską ks. Matuszewskiego była parafia pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Widawie. Rok później został przeniesiony do parafii pw. św. Jadwigi w Nieszawie. W 1901 r. skierowano go do pracy duszpasterskiej jako wikariusza parafii pw. św. Zygmunta w Częstochowie, skąd w 1906 r. przeniesiono go do wsi Ostrowąs na Kujawach. Tam objął funkcję administratora parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, znanej z kultu Matki Bożej Ostrowąskiej, nazywanej Panią Kujaw. Po trzech latach został administratorem parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Moszczenicy. W okresie pracy w Moszczenicy dał się poznać jako gorliwy duszpasterz i dobry organizator życia parafialnego. Dzięki zaangażowaniu parafian oraz miejscowych fundatorów prowadzono tam liczne prace remontowe i budowlane przy kościele oraz zabudowaniach parafialnych. W 1918 r. został proboszczem parafii pw. Opieki Matki Bożej w Osięcinach, z którą pozostał związany aż do swojej męczeńskiej śmierci podczas II wojny światowej. Cudowny obraz Najświętszej Maryi Panny w Ostrowąsie, Pani Kujaw. Fot. ze str.: https://www.ostrowas.pl/obraz-matki-bozej-pani-kujaw/#gid=1&pid=5, 16. 05. 2026 r. Troszczył się o godny wygląd świątyni oraz estetykę jej otoczenia. Parafianie cenili go również jako katechetę i wychowawcę młodzieży. Zapamiętano go jako kapłana pełnego życzliwości, łagodności i oddania wobec ludzi ubogich oraz potrzebujących. Potrafił dyskretnie pomagać najbiedniejszym - między innymi fundując dzieciom obuwie do Pierwszej Komunii Świętej. Przede wszystkim jednak był kapłanem, który swoimi kazaniami rozbudzał i umacniał wiarę wiernych. Prowadził także Stowarzyszenie Młodzieży Katolickiej. Często widywano go pogrążonego w modlitwie - zarówno w kościele, jak i w ogrodzie plebanii. Wspominano go jako człowieka odważnego, o silnym charakterze i wysokiej kulturze osobistej. Szacunkiem darzyli go nie tylko katolicy, lecz również miejscowa społeczność żydowska oraz niemieckie rodziny ewangelickie. „W parafii wspomina się, że podczas okupacji, w warunkach zrozumiałej nienawiści do ludności niemieckiej, ksiądz Matuszewski stanął w obronie jednego Niemca, ratując mu życie[10]. Zdarzenie to zapamiętali miejscowi Niemcy, którzy później domagali się osądzenia sprawców jego zabójstwa. Oprócz pracy duszpasterskiej angażował się również w życie lokalnej społeczności. Za zgodą Kurii Diecezjalnej był członkiem rady gminnej, a przez pewien czas pełnił również funkcję prezesa rady nadzorczej spółdzielni „Jutrzenka". Od 1932 r., ze względu na pogarszający się stan zdrowia ks. Wincentego Matuszewskiego, do pomocy w pracy duszpasterskiej kierowano kolejnych wikariuszy. W 1936 r. do parafii w Osięcinach przybył ks. Józef Kurzawa, który stał się najbliższym współpracownikiem schorowanego proboszcza. Schorowany ks. Wincenty Matuszewski coraz więcej czasu poświęcał modlitwie oraz posłudze w konfesjonale. Parafianie często widywali go z brewiarzem w ręku podczas spacerów wokół kościoła i w ogrodzie plebanii. Mimo słabnących sił nie tracił gorliwości kapłańskiej ani zaufania swoich przełożonych. Biskupi włocławscy powierzali mu odpowiedzialne funkcje w Kurii Diecezjalnej, gdzie uczestniczył m.in. w pracach rady proboszczów-konsultorów oraz komisji zarządzającej dobrami seminarium duchownego. Wyrazem uznania dla jego długoletniej, wiernej i ofiarnej służby było nadanie mu w 1939 r. godności honorowego kanonika kolegiaty kaliskiej, dzisiejszego sanktuarium św. Józefa w Kaliszu. Wybuch II wojny światowej przerwał spokojną pracę duszpasterską w Osięcinach. Tereny Kujaw zostały szybko wcielone do tzw. Kraju Warty, gdzie okupant niemiecki prowadził szczególnie brutalną politykę wobec Kościoła katolickiego i polskiej inteligencji. 10 września 1939 r., po wkroczeniu wojsk niemieckich do Osięcin, ks. Matuszewski został zatrzymany jako jeden z zakładników. Podczas nocnego przetrzymywania zachowywał spokój i dodawał otuchy pozostałym więzionym. Gdy przyniesiono mu koc i poduszkę, odmówił ich przyjęcia, tłumacząc, że chce dzielić los wszystkich zatrzymanych. Był to jeden z pierwszych przejawów jego niezwykłej postawy w czasie okupacji. Represje wobec duchowieństwa wpisywały się w realizowaną przez okupanta politykę wyniszczenia polskich elit na terenach wcielonych do III Rzeszy. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że los zamordowanych wcześniej kapłanów z okolic Piotrkowa Kujawskiego może w każdej chwili stać się również ich udziałem. W tych trudnych miesiącach szczególnie uwidoczniły się cechy charakteru ks. Matuszewskiego: odwaga, opanowanie i głęboko chrześcijańska postawa wobec bliźnich. Dzięki swojej bezstronności, życzliwości i szacunkowi okazywanemu każdemu człowiekowi cieszył się uznaniem nie tylko wśród katolików, lecz także w środowisku miejscowych ewangelików i Żydów. Objęcie najważniejszych stanowisk w Osięcinach przez Johana Pichlera i Ernsta Dauba zwiastowało dla miejscowego duchowieństwa jeszcze większe niebezpieczeństwo. Ks. Matuszewski „na ostrzeżenia i naglące prośby, by ratował życie, odpowiadał: »Ja parafii swojej nie opuszczę i parafian swoich nie zostawię. Ja was, dzieci, nie opuszczę«. Oto ostatnie słowa, jakie powiedział do swoich parafian: »Kochane dzieci, droga młodzieży, nastąpił czas niewoli i nie wiadomo jak wasze losy się potoczą, ale pamiętajcie o modlitwie, o Panu Bogu i Matce Najświętszej, która w każdych troskach was zrozumie. Módlcie się każdego dnia«"[11]. Obu księży zamordowano strzałami z pistoletu w nocy z 23 na 24 maja 1940 r., w pobliżu Witowa. Sprawców aresztowano m.in. dzięki interwencji niemieckich rodzin mieszkających na terenie parafii, którym ks. Matuszewski wcześniej okazywał życzliwość i których bronił przed samosądami na początku okupacji. Relacja ks. Matuszewskiego i ks. Kurzawy stała się szczególnym świadectwem jedności kapłańskiej: starszy, schorowany proboszcz nie chciał opuścić swoich parafian, a młodszy wikariusz nie chciał zostawić go samego w obliczu zagrożenia. Dlatego ich męczeńska śmierć została później odczytana jako znak wierności Eucharystii, kapłańskiemu powołaniu oraz braterskiej solidarności w obliczu prześladowań. Po wojnie pamięć o obu kapłanach przetrwała wśród wiernych Osięcin i okolic, a ich kult trwa nieprzerwanie do dziś. 57. Bł. ks. Leon Nowakowski (1913-1939) urodził się 28 czerwca 1913 r. w Bytoniu na Kujawach w rodzinie Władysława i Anny z domu Lichmańskiej. Został ochrzczony w parafialnym kościele pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Bytoniu, należącym do diecezji włocławskiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Morzycach kontynuował naukę w Gimnazjum Męskim im. ks. Jana Długosza we Włocławku, gdzie uzyskał świadectwo dojrzałości w 1931 r. Początkowo rozważał podjęcie studiów technicznych i próbował dostać się na Politechnikę Warszawską. Ostatecznie jednak zwyciężyło powołanie kapłańskie i w 1932 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku. W czasie formacji seminaryjnej wyróżniał się bardzo dobrymi wynikami w nauce, dojrzałością duchową oraz wysoką kulturą osobistą. Szczególne miejsce w jego życiu religijnym zajmowała duchowość franciszkańska. Pełnił funkcję prezesa Bractwa III Zakonu św. Franciszka. Studia seminaryjne ukończył pracą pt. Rozumowe podstawy religii w kulturze. Święcenia kapłańskie przyjął 20 czerwca 1937 r. z rąk bpa Karola Mieczysława Radońskiego (1883-1951), ordynariusza włocławskiego. Współcześni widzieli w nim kapłana o dużych zdolnościach naukowych i obiecującej przyszłości akademickiej. Bezpośrednio po święceniach został skierowany na dalsze studia teologiczne. Najpierw studiował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a następnie na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Zamieszkał w Papieskim Instytucie Polskim i kontynuował specjalistyczne studia teologiczne, uzyskując w 1939 r. licencjat z teologii. Latem 1939 r. przyjechał do rodzinnego Bytonia na wakacyjny wypoczynek. Wybuch II wojny światowej uniemożliwił mu powrót do Rzymu. Po agresji niemieckiej i rozpoczęciu okupacji szybko nasiliły się represje wobec polskiej inteligencji oraz duchowieństwa. Kapłani byli przez okupanta postrzegani jako duchowi przywódcy narodu polskiego i stali się jedną z pierwszych grup objętych prześladowaniami. Po aresztowaniu miejscowego proboszcza ks. Edmunda Wolskiego (1882-1939), ks. Leon przejął obowiązki duszpasterskie w parafii, mimo braku takiego obowiązku i świadomości grożącego mu niebezpieczeństwa. Według zachowanych świadectw wielokrotnie odrzucał propozycje ukrycia się oraz nie pokazywania się publicznie w sutannie. Uważał, że jako ksiądz powinien świadczyć o swojej wierze i powołaniu oraz pozostać z wiernymi w czasie próby i prześladowań. W dalszym ciągu odprawiał nabożeństwa, spowiadał i podtrzymywał parafian na duchu. Ten młody, lecz duchowo bardzo dojrzały kapłan potajemnie, nawet nocą, służył wiernym sakramentem pokuty. Został aresztowany przez Gestapo 24 października 1939 r., gdy udawał się na nabożeństwo różańcowe. Przewieziono go do Piotrkowa Kujawskiego, gdzie w domu parafialnym więziono go wraz z innymi, internowanymi kapłanami z okolicznych parafii. Świadkowie wspominali, że również w więzieniu zachowywał spokój i ducha modlitwy. Dodawał współwięźniom odwagi oraz zachęcał do ufności wobec Boga w obliczu grożącej śmierci. Miejsce uwięzienia starał się przemieniać w miejsce modlitwy i duchowego przygotowania na śmierć. Szczególnie wiele czasu poświęcał posłudze w konfesjonale i rozmowom duchowym z pozostałymi więzionymi kapłanami. W nocy z 31 października na 1 listopada 1939 r., przed uroczystością Wszystkich Świętych, wszyscy uwięzieni zostali rozstrzelani przez Niemców w parku majątku Tabaczyńskich w pobliżu kościoła. Ks. Leon Nowakowski miał dwadzieścia sześć lat. Ciała zabitych zostały pochowane, przez zmuszonych przez niemiecką policję Żydów[12] we wspólnej mogile. Po wojnie szczątki ks. Leona Nowakowskiego ekshumowano i złożono na cmentarzu parafialnym w Piotrkowie Kujawskim. Ks. Leon Nowakowski należał do grupy ośmiu kapłanów zamordowanych przez Niemców w Piotrkowie Kujawskim, których śmierć stała się jednym z pierwszych symboli martyrologii duchowieństwa włocławskiego podczas II wojny światowej. Pozostał w pamięci Kościoła jako kapłan łączący głęboką duchowość, solidne przygotowanie intelektualne oraz heroiczną wierność kapłańskiemu powołaniu aż do śmierci męczeńskiej. Bł. ks. Józef Straszewski (1885-1942) urodził się 18 stycznia 1885 r. we Włocławku. Po ukończeniu pierwszych klas gimnazjum w rodzinnym mieście kontynuował naukę w Płocku, gdzie uzyskał świadectwo dojrzałości. Następnie wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku, przygotowując się do kapłaństwa. Święcenia kapłańskie przyjął 18 czerwca 1911 r. Posługę duszpasterską rozpoczął jako wikariusz w parafii w Rozprzy koło Piotrkowa Trybunalskiego. Po kilku miesiącach został skierowany do parafii pw. św. Wawrzyńca w Borownie niedaleko Częstochowy. Przez następne lata wykonywał tam większość obowiązków duszpasterskich, zastępując schorowanego proboszcza, ks. Michała Ziarniewicza (1836-1917), kapłana zasłużonego również działalnością patriotyczną w okresie Powstania Styczniowego. Po śmierci proboszcza został przeniesiony do Krzepic, gdzie pełnił podobną posługę. Następnie powrócił do Włocławka, gdzie został wikariuszem katedralnym oraz prefektem miejscowej Szkoły Handlowej. 22 lutego 1922 r. bp Stanisław Zdzitowiecki (1854-1927) mianował go pierwszym proboszczem nowo utworzonej parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika we Włocławku. Organizacja życia religijnego na szybko rozwijających się obrzeżach miasta oraz budowa nowego kościoła stały się najważniejszym dziełem jego kapłańskiego życia. Mimo bardzo trudnych warunków materialnych młodej wspólnoty osobiście zabiegał o fundusze i nadzorował przebieg prac budowlanych. Ks. Józef dał się poznać jako gorliwy duszpasterz, sprawny organizator i człowiek szczególnie wrażliwy na potrzeby ubogich. W pracy duszpasterskiej wykorzystywał nowoczesne jak na owe czasy środki przekazu. Zorganizował także salę, w której wyświetlano filmy o charakterze religijnym i wychowawczym. Oprócz działalności duszpasterskiej angażował się w pracę charytatywną i oświatową. Potrafił docierać do osób zagubionych religijnie i moralnie, pomagając im odnaleźć drogę do Boga oraz uporządkować swoje życie. Organizował pomoc dla najuboższych mieszkańców parafii oraz rozwijał działalność „Caritas". Był kapłanem niezwykle oczytanym i stale pogłębiającym wiedzę teologiczną. „Jego osobisty księgozbiór liczył ponad tysiąc poważniejszych pozycji"[13] Parafianie wspominali go jako kapłana spokojnego, roztropnego i głęboko pobożnego. Szczególne miejsce w jego posłudze zajmował sakrament pokuty. Ceniono go jako spowiednika i kierownika duchowego, który potrafił łączyć wymagania Ewangelii z życzliwością wobec człowieka. W uznaniu zasług dla diecezji bp Karol Mieczysław Radoński (1883-1951) mianował go w 1937 r. honorowym kanonikiem kaliskim. Po wybuchu II wojny światowej niemieckie represje szczególnie dotknęły duchowieństwo diecezji włocławskiej. 7 listopada 1939 r. ks. Straszewski został aresztowany wraz z innymi kapłanami Włocławka i osadzony w miejscowym więzieniu. Następnie przewieziono go do obozu przejściowego w Lądzie nad Wartą, a 25 kwietnia 1941 r. trafił do niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Dachau, gdzie otrzymał numer obozowy 24545. Tam, mimo głodu, chorób, nieustannych szykan i ciężkiej pracy ponad siły znosił obozowe cierpienia z pokorą i pogodą ducha. Współwięźniowie wspominali go jako kapłana rozmodlonego, pełnego spokoju oraz bez reszty oddanego Bogu. Szczególnie ceniono go za posługę spowiednika i duchowe wsparcie udzielane tym, którzy dzielili z nim więzienny los. „W obozie towarzyszyła mu myśl o złożeniu swojego życia Bogu w ofierze. Przeżywał to na kanwie liturgicznego wspomnienia męczenników: świętego Stanisława biskupa i męczennika, patrona jego parafii oraz świętego Jana Chrzciciela"[14]. W swoim ostatnim liście z obozu w Dachau napisał: „Że »bierze udział w pewnym sensie w losie Jana [tj. Jana Chrzciciela]«. Świadomy jest podobnego końca i choć obawia się takiego losu - śmierci, jednak godzi się na wszystko w duchu przyjęcia woli Bożej"[15] W 1942 r. Niemcy rozpoczęli likwidację części chorych i wycieńczonych więźniów KL Dachau, wywożąc ich w tzw. „transportach inwalidów" do ośrodka zagłady w Hartheim koło Linzu w Austrii. 12 sierpnia 1942 r. ks. Józef Straszewski został wywieziony z Dachau w jednym z takich transportów i zamordowany w Hartheim. Jego ciało spalono w krematorium. W pamięci wiernych pozostał jako kapłan głębokiej modlitwy, wierny spowiednik i człowiek całkowicie oddany Bogu oraz ludziom. Warto wiedzieć, że po aresztowaniu ks. Straszewskiego wybudowaną przez niego świątynię pw. św. Stanisława we Włocławku, Niemcy w czasie okupacji zamienili na magazyn cykorii[16]. Istniały również plany jej zburzenia, lecz ostatecznie świątynia przetrwała okupację i służy wiernym do dziś. »«9 ZAMOŚĆ Diecezja ta została utworzona w 1992 r. z części terenu „diecezji lubelskiej i administratury apostolskiej w Lubaczowie"[17]. Z diecezji tej wywodzą się m.in. św. Brat Albert Chmielowski (1845-1916), bł. Bernardyna Jabłońska (1878-1940) oraz dwaj błogosławieni męczennicy II wojny światowej: ks. Zygmunt Pisarski (1902-1943) i Stanisław Starowieyski (1895-1941). 59. Bł. ks. Zygmunt Pisarski (1902-1943) urodził się 24 kwietnia 1902 r. w Krasnymstawie, w rodzinie Stanisława i Władysławy z domu Banaszkiewicz. Wychowywał się w atmosferze głębokiej religijności i patriotyzmu. W 1918 r. rodzina Pisarskich wyjechała do Włocławka , gdzie Zygmunt ukończył gimnazjum im. Św. Piusa X we Włocławku. We wrześniu 1921 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Lublinie. W dniu 27 czerwca 1926 r. przyjął święcenia kapłańskie, z rąk Adolfa Józefa Jełowickiego (1863 - 1937), lubelskiego biskupa pomocniczego. Po święceniach kapłańskich pracował jako wikariusz w parafiach diecezji lubelskiej, m.in. w Modliborzycach, Sól k. Biłgoraja. W 1928 r. diecezjalny biskup lubelski Marian Leon Fulman (1864 - 1945) polecił ks. Pisarskiemu założyć nową parafię w miejscowości Zamch, leżącej obecnie w powiecie Biłgorajskim. Wówczas na tym terenie mieszkała w przeważającej liczbie ludność ruska wyznania prawosławnego. Swoją postawą, życzliwością i gorliwą posługą duszpasterską zjednywał sobie zaufanie miejscowej ludności, a część mieszkańców zdecydowała się wówczas na przyjęcie wiary katolickiej. Wszędzie, gdzie posługiwał, dawał się poznać jako kapłan gorliwy, obowiązkowy i bliski ludziom. Szczególną troską otaczał dzieci i młodzież, angażując się w ich wychowanie religijne oraz działalność katechetyczną. W 1933 r. został proboszczem parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gdeszynie k. Hrubieszowa na Zamojszczyźnie. Posługę tę pełnił aż do swojej męczeńskiej śmierci. Podobnie jak wcześniej w Zamchu, również parafia w Gdeszynie znajdowała się na terenie zamieszkałym przez ludność różnych narodowości i wyznań. Obok Polaków żyli tam Ukraińcy, a napięcia narodowościowe z biegiem lat stawały się coraz bardziej widoczne. Ks. Pisarski starał się jednak być duszpasterzem dla wszystkich, niezależnie od pochodzenia czy przekonań. Dzięki swojej życzliwości, bezstronności i otwartości cieszył się szacunkiem zarówno wśród katolików obrządku łacińskiego, jak i wiernych obrządku greckokatolickiego oraz prawosławnego. Gdy w 1938 r. prowadzono akcję burzenia cerkwi prawosławnych na Lubelszczyźnie, ks. Pisarski sprzeciwiał się podsycaniu nienawiści religijnej i narodowościowej[18]. Parafianie wspominali go jako człowieka skromnego, pogodnego i niezwykle pracowitego. Szczególne miejsce w jego życiu zajmowała modlitwa oraz troska o godne sprawowanie liturgii. „Msze Święte odprawiał z dużym namaszczeniem, chętnie słuchał spowiedzi. Propagował na terenie parafii działalność Akcji Katolickiej, Stowarzyszenie Młodzieży Katolickiej, III Zakonu świętego Franciszka i Kółek Różańcowych"[19]. Był także znanym społecznikiem, angażującym się w życie lokalnej wspólnoty. Wiele czasu poświęcał ubogim i potrzebującym, starając się nieść pomoc wszystkim, którzy zwracali się do niego o wsparcie. Szczególnego znaczenia postawa ta nabrała w czasie II wojny światowej, gdy narastające napięcia narodowościowe oraz terror okupanta wystawiały mieszkańców Zamojszczyzny na ciężkie próby. Ks. Pisarski pozostał wierny zasadzie niesienia pomocy każdemu człowiekowi, niezależnie od jego pochodzenia czy poglądów. W czasie II wojny światowej sytuacja na Zamojszczyźnie stawała się coraz bardziej dramatyczna. Niemiecki terror, wysiedlenia ludności oraz pogłębiające się konflikty narodowościowe przynosiły mieszkańcom regionu wiele cierpień. „Już na początku wojny Ukraińcy, których sporo mieszkało na terenie parafii, faworyzowani przez hitlerowców, siłą zabrali mu kościół, zamieniając na cerkiew prawosławną. Usiłowano też przemocą usunąć z plebanii księdza Pisarskiego, jednakże ludność katolicka nie dopuściła do tego, a on sam przekazał całe prawie pomieszczenie na potrzeby kultu religijnego, pozostawiając do swej dyspozycji najmniejszy pokój. Odtąd też wszystkie nabożeństwa katolickie były sprawowane na plebanii. Jednakże jego przeciwnicy wywierali nacisk, aby opuścił Gdeszyn. Podobnie też życzliwi parafianie doradzali mu opuszczenie parafii, przynajmniej na pewien czas. (...) [On jednak] odpowiadał, że nie jest najemnikiem, lecz pasterzem i swojej owczarni nie opuści"[20]. Jednocześnie starał się łagodzić wzajemne uprzedzenia oraz powstrzymywać ludzi przed odwetem i przemocą. Wielokrotnie występował w obronie prześladowanych, nawołując do zachowania chrześcijańskich zasad nawet w obliczu wojennego okrucieństwa. Taka postawa nie pozostawała bez konsekwencji. Ks. Pisarski doświadczał licznych szykan zarówno ze strony okupacyjnych władz niemieckich, jak i części środowisk prawosławnych niechętnych jego działalności. Utrudniano mu prowadzenie pracy duszpasterskiej i organizowanie życia religijnego parafii. Pomimo tego nie opuścił swoich wiernych, pozostając w Gdeszynie świadomy grożącego mu niebezpieczeństwa. Według zachowanych opracowań został zaprzysiężony do Związku Walki Zbrojnej i używał konspiracyjnego pseudonimu „Ikar"[21]. W dniu 30 stycznia 1943 r. niemiecki zmotoryzowany oddział policyjno-wojskowy tzw. Rollkommando, w czasie gdy ks. Pisarski kończył sprawowanie Najświętszej Ofiary Mszy Świętej, wszedł na teren plebanii w Gdeszynie. Po brutalnym przesłuchaniu, podczas którego pobito go rękojeścią rewolweru, ks. Pisarski został aresztowany. Niemcy domagali się wskazania osób ze wsi podejrzewanych o działalność komunistyczną oraz wydania Ukraińca, który przemocą odebrał mu klucze od kościoła. Kapłan konsekwentnie odmawiał zeznań, zdając sobie sprawę, że wskazane przez niego osoby zostałyby natychmiast skazane na śmierć. Nie uczynił tego mimo, że wcześniej sam doświadczał z ich strony szykan i utrudnień w pracy duszpasterskiej. W czasie transportu niemieccy policjanci wielokrotnie ponawiali te pytania. W końcu wyprowadzono go z samochodu i zastrzelono przy drodze. Według świadków w chwili śmierci trzymał w dłoni różaniec. Jego postawa została zapamiętana jako świadectwo wierności sumieniu, miłości bliźniego i gotowości oddania życia za innych. Razem z nim zginęło ok. 30 mężczyzn z Gdeszyna, Polaków i Ukraińców. Mieszkańcy Gdeszyna przez wiele lat przechowywali pamięć o swoim proboszczu, który nie zgodził się ratować własnego życia kosztem niewinnych ludzi. Jego postawa była szczególnym świadectwem kapłańskiej troski o pokój i pojednanie w czasie narastającej przemocy narodowościowej na Zamojszczyźnie. Ks. Pisarski starał się budować zgodę pomiędzy Polakami i Ukraińcami. Zachęcał katolików do szacunku wobec wiernych innych wyznań, a także podejmował liczne działania mające łagodzić konflikty narodowościowe i religijne. 60. Bł. Stanisław Starowieyski (1895-1941) urodził się 11 maja 1895 r. w Ustrobnej koło Jasła, w diecezji przemyskiej. Pochodził z rodziny ziemiańskiej, pieczętującej się herbem Biberstein, o głębokich tradycjach patriotycznych i religijnych. Był synem Stanisława i Amelii z domu Łubieńskiej. Wychowywał się w atmosferze żywej wiary, odpowiedzialności społecznej oraz służby Ojczyźnie. Rodzina Starowieyskich należała do znanych rodzin katolickich Galicji, angażujących się w działalność społeczną i patriotyczną. Początkowo uczył się w domu rodzinnym, a następnie kontynuował naukę w gimnazjum jezuitów w Chyrowie, jednej z najbardziej ówcześnie renomowanych szkół katolickich. Tam wstąpił do Sodalicji Mariańskiej. Tam też, w 1914 r. złożył egzamin maturalny. Jako młody człowiek wyróżniał się głęboką religijnością, kulturą osobistą oraz dużymi zdolnościami organizacyjnymi. W czasie I wojny światowej służył w armii austro-węgierskiej, a po odzyskaniu przez Polskę niepodległości uczestniczył również w wojnie polsko-bolszewickiej. W wojsku dosłużył się rangi kapitana, a za waleczność i odwagę odznaczono go Krzyżem Walecznych i Virtuti Militari. W 1921 r. w Łabuniach, niedaleko Zamościa, zawarł małżeństwo z Marią Szeptycką (1900-1973), spokrewnioną z metropolitą greckokatolickim Andrzejem Szeptyckim (1865-1944). Małżonkowie zamieszkali w Łaszczowie, w powiecie tomaszowskim w diecezji lubelskiej. Tam stworzyli głęboko religijną rodzinę i doczekali się sześciorga dzieci, dwóch córek i czterech synów. W życiu rodzinnym Stanisław Starowieyski pozostawał człowiekiem modlitwy, wielkiej odpowiedzialności i wyjątkowej troski o wychowanie religijne swoich dzieci. Współcześni podkreślali jego pogodę ducha, skromność, życzliwość oraz niezwykły spokój wewnętrzny. W Łaszczowie dał się poznać jako bardzo dobry administrator i człowiek wyjątkowo wrażliwy na potrzeby ludzi ubogich. Angażował się w działalność społeczną, wspierał rozwój szkolnictwa oraz organizował pomoc dla najbiedniejszych mieszkańców okolicy. „Wyznawał zasadę, że fortuna ma służyć czynieniu dobra, a nie wystawnemu życiu"[22]. Szczególne miejsce w jego życiu zajmowała działalność apostolska wśród świeckich. Był jednym z najbardziej zaangażowanych działaczy Akcji Katolickiej w diecezji lubelskiej. Działalność tę traktował jako szczególne powołanie świeckiego katolika do odpowiedzialności za Kościół i życie społeczne. Organizował rekolekcje, spotkania formacyjne oraz działalność charytatywną. W styczniu 1931 r. został prezesem komitetu dopiero co powstałej w Polsce Akcji Katolickiej w powiecie tomaszowskim. Na to stanowisko mianował go biskup lubelski Marian L. Fulman. Od 1932 r. Starowieyski był wiceprezesem, a od 1935 r. prezesem Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej w Lublinie. Wcześniej, bo w 1934 r. w uznaniu całokształtu działalności został uhonorowany przez Ojca Świętego Piusa XI tytułem Szambelana Jego Świątobliwości. W swoich działaniach podkreślał odpowiedzialność ludzi świeckich za życie religijne i społeczne. W 1937 r. uczestniczył w Międzynarodowym Kongresie Chrystusa Króla w Poznaniu. W tym okresie utrzymywał bliskie kontakty z proboszczem parafii w Łaszczowie, ks. Dominikiem Majem (1908-1976), późniejszym więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych Sachsenhausen i Dachau. O motywach swojej działalności apostolskiej Stanisława Starowieyskiego świadczą zachowane notatki duchowe. Pisał m.in.: „»Czegoż nie warto zrobić i poświęcić, by tyle dusz ginących ratować, o Panie Jezu! Choć sam godny potępienia, proszę Cię Panie za siebie i innych (...). Zmiłuj się, Panie i mnie tonącemu pozwól innych z toni ratować?« (...). Jego troska o innych ludzi, zwłaszcza o ubogich i potrzebujących, łączyła się zawsze z prawdziwie chrześcijańską caritas. W tym celu zakładał koła charytatywne, a także odwiedzał, w każdy piątek, wraz z ks. proboszczem Dominikiem Majem, chorych i biednych, niosąc im pomoc materialną i duchową"[23]. Po wybuchu II wojny światowej pozostał na Lubelszczyźnie mimo grożącego mu niebezpieczeństwa. Jego dom w Łaszczowie stał się schronieniem dla wielu osób uciekających przed działaniami wojennymi. Po wkroczeniu wojsk sowieckich na teren Lubelszczyzny Stanisław Starowieyski wraz z bratem został aresztowany przez radziecką milicję i przez kilka tygodni więziony. Podczas transportu do Tomaszowa Lubelskiego udało mu się uciec i dotrzeć do domu teściów w Łabuniach. Jego brat Marian Starowieyski (1903-1940) nie miał tyle szczęścia i został zamordowany przez Sowietów w Katyniu. Pozostawił trzech synów, wśród których byli Franciszek Starowieyski (1930-2009), po wojnie znany malarz i grafik, oraz ks. prof. Marek Starowieyski, patrolog i tłumacz literatury wczesnochrześcijańskiej. W pierwszych dniach października 1939 r., po wycofaniu się wojsk sowieckich z Zamojszczyzny i przejęciu tych terenów przez Niemców, Stanisław Starowieyski powrócił do domu i zaangażował się w działalność charytatywną. Wspierał osoby poszukiwane przez Niemców oraz rodziny dotknięte skutkami wojny. Jako jeden z najbardziej znanych działaczy katolickich Lubelszczyzny znajdował się jednak pod stałą obserwacją okupanta. Niemcy bardzo szybko rozpoczęli represje wobec polskiej inteligencji, ziemiaństwa oraz aktywnych działaczy katolickich. Stanisław Starowieyski został aresztowany przez Gestapo 19 czerwca 1940 r. Początkowo więziono go na Zamku Lubelskim, następnie przewieziono do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, gdzie otrzymał numer 26711 i przebywał przez trzy miesiące w bloku nr 49.  Stanisław Starowieyski, Ze str. Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Kostki Starowieyskiego w Łaszczowie Nasz Patron bł. Stanisław Kostka Starowieyski, https://liceumlaszczow.eu/index.php/patron/, 08. 06. 2026 r. Stamtąd trafił do KL Dachau, gdzie otrzymał numer obozowy 16532. W obozie koncentracyjnym zasłynął jako człowiek niezwykłej wiary, modlitwy i pomocy bliźnim. Mimo własnego wycieńczenia wspierał współwięźniów duchowo i materialnie, dzieląc się żywnością oraz dodając otuchy załamanym więźniom. Szczególnie troszczył się o kapłanów i osoby przeżywające kryzys wiary. Współwięźniowie wspominali, że pomagał wielu ludziom przygotować się do spowiedzi i pojednania z Bogiem. Po wojnie „proboszcz z Łaszczowa, ksiądz Dominik Maj, który razem z nim został aresztowany i trafił do Dachau, wspomina: »Pan Stanisław Starowieyski swoją niezwykłą pogodą ducha i męstwem umacniał innych. (...) Był apostołem i w obozie. Iluż ludziom ułatwił spowiedź św. (...) i był nie tylko ośrodkiem pomocy duchowej, ale też organizował pomoc materialną, wielkodusznie dzieląc się z bardziej potrzebującymi, nie bacząc, że go ktoś wykorzystuje«"[24]. W miarę możliwości często starał się pisać z obozu listy do żony. Prosił również ją, aby regularnie do niego pisała. Trzy tygodnie przed śmiercią, 30 marca 1941 r. pisał: „Nie czekaj nigdy na moje listy z Twoimi, tylko pisz regularnie. Jestem zdrów... Jak się czujesz, moje kochanie, mam nadzieję, że dobrze i dzielnie. Na Święta przesyłam życzenia wszystkim Wam, żebyście byli pełni radości i będziemy razem w najwyższych myślach spotykać się w ciągu dni świątecznych. Całuję i pozdrawiam Was serdecznie, dobry Ojciec troszczy się o nas. Staś"[25]. Chociaż w listach pisał o tym, że jest zdrowy to prawda wyglądała zupełnie inaczej. W ostatnich tygodniach życia Stanisław Starowieyski był skrajnie wycieńczony głodem, chorobą i obozowymi szykanami. Cierpiał na świerzb, wysoką gorączkę oraz bolesne rany nóg. Gdy współwięźniowie próbowali umieścić go w obozowym szpitalu, został brutalnie pobity przez nadzorującego rewir kapo. Pomimo ciężkiego stanu zdrowia nadal zmuszano go do udziału w apelach. Wkrótce rozwinęło się zapalenie płuc, a odniesione obrażenia jeszcze bardziej osłabiły jego organizm. Według świadków miał złamane żebra i pluł krwią, zachowując jednak do końca spokój i ufność w Bogu. W Wielki Czwartek podjęto kolejną próbę umieszczenia go w obozowym szpitalu, jednak zamiast pomocy został ponownie dotkliwie pobity. Ciężko chory i wycieńczony, przeczuwał zbliżającą się śmierć. Poprosił wówczas o sprowadzenie ks. Dominika Maja, aby przyjąć Komunię Świętą. „Jego widok po pobiciu był tak okropny, że ksiądz ujrzawszy go rozpłakał się jak dziecko"[26]. Na słowa nadziei odpowiadał, że jedynie cud może go ocalić, prosząc współwięźniów o modlitwę. Adam Sarbinowski (?), nauczyciel z Chełma, przed wojną wojujący działacz ateistyczny, który według świadectw obozowych został w Dachau nawrócony na wiarę katolicką przez Stanisława Starowieyskiego, zapamiętał ostatnią rozmowę ze Stanisławem Starowieyskim. Odbył ją dwa dni przed jego śmiercią: „W nocy około godziny pierwszej, Starowieyski położył się koło mnie prosząc, abym mu pozwolił umrzeć koło siebie. »Już umieram, nie zobaczę swojej rodziny, ani Ojczyzny na tym świecie! Jeśli wyjdziesz z obozu, odwiedź moją rodzinę w Łaszczowie i powiedz, żem umarł w dniu świętym, w którym zmarł Chrystus«. Żył jednak jeszcze w okrutnych męczarniach aż do Wielkiej Niedzieli. Zmarł tuż przed świtem Dnia Zmartwychwstania Chrystusa"[27]. W wyniku brutalnego pobicia, wycieńczenia organizmu, głodu, chorób i ciężkiej pracy Stanisław Starowieyski zmarł w obozie koncentracyjnym KL Dachau w nocy z 12 na 13 kwietnia 1941 r. Współwięźniowie podkreślali, że do końca zachował spokój, pogodę ducha oraz głęboką ufność wobec Boga. Sarbinowski po śmierci Stanisława Starowieyskiego wspominał: „Śmierć jego wywarła bardzo silne wrażenie na wszystkich, choć byliśmy do oglądania śmierci przyzwyczajeni. Przy wynoszeniu jego ciała wszyscy zdjęli czapki, co się nigdy nie zdarzało. Dla mnie śmierć jego była strasznym ciosem. Popadłem w depresję. Byłem bliski samobójstwa. Jak kiedyś żywy Starowieyski, tak teraz duch jego uratował mnie od tego kroku. Jestem szczęśliwy, że dane mi było znać człowieka świętego"[28]. Podobnie wypowiadał się późniejszy arcybiskup Lusaki, kardynał Adam Kozłowiecki SJ (1911-2007), również więzień Dachau: „Nie mam najmniejszej wątpliwości, że był to bohater i święty"[29]. Stanisław Starowieyski jest jednym z nielicznych świeckich beatyfikowanych w grupie 108 męczenników II wojny światowej. Jego życie stało się wyjątkowym świadectwem świętości człowieka świeckiego, realizującego Ewangelię w rodzinie, pracy społecznej i cierpieniu obozowym. Bibliografia: Męczennicy za wiarę 1939-1945, praca zbiorowa, Warszawa 1996. Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie i męczennicy, Marki b.r. bł. JÓZEF KURZAWA, męczennik, patron: diecezji włocławskiej, gminy Osięciny, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0524blJOZEFKURZAWAmartyr01.htm, 01. 04. 2026 r. Justyna Zacharek, Męczennicy Eucharystii i jedności, art. na str. https://idziemy.pl/wiara/meczennicy-eucharystii-i-jednosci/70710, 25. 04. 2025 r. Ewa Polak-Pałkiewicz, Sprawiedliwy z wiary żyje. O człowieku, który się spieszył, https://ewapolak-palkiewicz.pl/sprawiedliwy-z-wiary-zyje-o-czlowieku-ktory-sie-spieszyl/, 30. 05. 2026 r. https://www.ostrowas.pl/obraz-matki-bozej-pani-kujaw/#gid=1&pid=5, 16. 05. 2026 r. Nasz Patron bł. Stanisław Kostka Starowieyski, https://liceumlaszczow.eu/index.php/patron/, 08. 06. 2026 r. https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_Pisarski?utm_source=chatgpt.com, 30. 05. 2026 r. [1] Męczennicy za wiarę 1939-1945, praca zbiorowa, Warszawa 1996, str. 258. [2] bł. JÓZEF KURZAWA, męczennik, patron: diecezji włocławskiej, gminy Osięciny, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0524blJOZEFKURZAWAmartyr01.htm, 01. 04. 2026 r. [3] Męczennicy za wiarę..., str. 258. [4] Tamże, s. 259. [5] Tamże. [6] Justyna Zacharek, Męczennicy Eucharystii i jedności, art. na str. https://idziemy.pl/wiara/meczennicy-eucharystii-i-jednosci/70710, (25. 04. 2025 r.) [7] Męczennicy za wiarę..., str. 259. [8] Tamże. [9] Justyna Zacharek, Męczennicy Eucharystii i jedności, art. na str. https://idziemy.pl/wiara/meczennicy-eucharystii-i-jednosci/70710, (25. 04. 2025 r.) [10] Męczennicy za wiarę..., str. 261. [11] Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie i męczennicy, Marki b.r., s. 93. [12] Męczennicy za wiarę..., s. 265. [13] https://parafiaborowno.pl/duszpasterze/?utm_source=chatgpt.com, 30.05.2026 r. [14] Męczennicy za wiarę..., s. 267. [15] Tamże. [16] https://stanislawwloclawek.pl/historia-parafii, 30. 05. 2026 r. [17] Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie..., s. 96. [18] https://monitorwolynski.com/pl/news/2332-20315?utm_source=chatgpt.com, 30. 05. 2026 r. [19] Męczennicy za wiarę..., s. 128. [20] Tamże. [21] https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_Pisarski?utm_source=chatgpt.com, 30. 05. 2026 r. [22] Męczennicy za wiarę..., s. 132. [23] Nasz Patron bł. Stanisław Kostka Starowieyski, https://liceumlaszczow.eu/index.php/patron/, 08. 06. 2026 r. [24] Tamże, s. 133-134. [25] Ewa Polak-Pałkiewicz, Sprawiedliwy z wiary żyje. O człowieku, który się spieszył, https://ewapolak-palkiewicz.pl/sprawiedliwy-z-wiary-zyje-o-czlowieku-ktory-sie-spieszyl/, 30. 05. 2026 r. [26] Tamże. [27] Tamże. [28] Męczennicy za wiarę..., s. 134. [29] Tamże. Powrót |