|
108 polskich męczenników z czasów II wojny światowej Cz. XVI Obraz ze str. https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/06-12a.php3 (dostęp 08. 09. 2025 r. Prezentację błogosławionych męczenników II wojny światowej związanych z diecezjami Kościoła katolickiego w Polsce zakończyliśmy na postaci bł. Stanisława Starowieyskiego. W dalszej części naszych rozważań poznamy jedynego męczennika wywodzącego się z Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, a następnie przejdziemy do błogosławionych męczenników należących do zakonów i rodzin zakonnych. W 1919 r. utworzono Ordynariat Polowy Wojska Polskiego, którego zadaniem było zapewnienie opieki duszpasterskiej żołnierzom oraz ich rodzinom. Pierwszym biskupem polowym został bp Stanisław Gall (1865-1942), dotychczasowy biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej. Po II wojnie światowej działalność Ordynariatu Polowego została przerwana przez władze komunistyczne, a jego struktury przywrócono dopiero w 1991 r. W historię Ordynariatu Polowego w sposób szczególny wpisał się bł. ks. Władysław Miegoń (1892-1942), kapelan Marynarki Wojennej II Rzeczypospolitej, jedyny błogosławiony kapelan Wojska Polskiego, a zarazem jedyny kapelan polskiej Marynarki Wojennej II Rzeczypospolitej wyniesiony na ołtarze. Ks. kmdr ppor. Władysław Miegoń (1892-1942) urodził się 30 września 1892 r. w Samborcu koło Sandomierza, w rodzinie Stanisława i Marianny z domu Rewera. Był najstarszym z ośmiorga dzieci. Wychowywał się w atmosferze głębokiej religijności i patriotyzmu. Do końca życia pamiętał opowiadania ojca o bohaterstwie i tragediach polskich powstańców z 1863 r. Znaczący wpływ na jego formację duchową wywarł również jego wuj, ks. Antoni Rewera (1869-1942), późniejszy błogosławiony męczennik II wojny światowej, cieszący się w rodzinie dużym autorytetem. Po ukończeniu gimnazjum w Sandomierzu wstąpił do miejscowego Seminarium Duchownego. Święcenia kapłańskie przyjął 2 lutego 1915 r. z rąk bpa Mariana Józefa Ryxa (1853-1930), ordynariusza sandomierskiego. Ks. Władysław Miegoń fot. z książki ks. Zbigniewa Jaworskiego, Dariusza Nawrota, Błogosławiony ks. kmdr ppor. Władysław Miegoń pierwszy kapelan Marynarki Wojennej II RP, Warszawa 1999. Pierwsze lata kapłaństwa przypadły na trudny okres I wojny światowej. Posługiwał jako wikariusz między innymi w Iłży, Bodzentynie, Staszowie, Modliborzycach i Iwaniskach. Już wtedy dał się poznać jako gorliwy duszpasterz, człowiek wielkiej dobroci i szczególnej wrażliwości na ludzką biedę. Pomagał potrzebującym dyskretnie, starając się nie upokarzać osób znajdujących się w trudnej sytuacji. O jego ofiarności świadczy wydarzenie z czasów posługi w Modliborzycach. W 1915 r., gdy na tych terenach toczyły się zacięte walki między wojskami rosyjskimi i austro-węgierskimi, natknął się w okopie na ciężko rannego żołnierza pochodzącego z Wiednia. Wówczas „przywiózł go na plebanię, omył, wyspowiadał, udzielił Komunii Świętej, namaścił i nie patrząc na linię frontu, udał się do Włostowa po lekarza. Gdy lekarz nie chciał przyjechać, wrócił do Modliborzyc, najął furmankę i nocą zawiózł rannego do doktora"[1]. W odrodzonej po latach niewoli Polsce dostrzegł nowe pole służby Bogu i Ojczyźnie. Dlatego 28 listopada 1918 r., w dniu utworzenia Marynarki Wojennej, zwrócił się do swojego biskupa z prośbą o skierowanie do duszpasterstwa wojskowego. Wówczas otrzymał odmowę, ale gdy w 1919 r. został utworzony Ordynariat Polowy Wojska Polskiego, za zgodą władz kościelnych i wojskowych, rozpoczął służbę jako kapelan Marynarki Wojennej. 1 grudnia 1919 r. jako kapelan wojskowy otrzymał stopień kapitana i został przydzielony do Batalionu Morskiego stacjonującego w Aleksandrowie Kujawskim, stanowiącego jeden z zalążków odradzającej się Polskiej Marynarki Wojennej. 10 lutego 1920 r. brał udział w symbolicznych zaślubinach Polski z morzem w Pucku, których dokonał gen. Józef Haller (1873-1960). W kwietniu tegoż roku został kapelanem i oficerem oświatowym Komendy Portu Wojennego Puck. Po utworzeniu 6 lipca 1920 r. Pułku Morskiego ks. Władysław Miegoń został jego kapelanem, obejmując opieką duszpasterską trzy bataliony. Pod koniec lipca wraz z I Batalionem Pułku Morskiego wyruszył na front wojny polsko-bolszewickiej w rejon Łomży i Ostrołęki. W czasie działań wojennych zasłynął jako kapelan niezwykle odważny i ofiarny. Niósł posługę rannym i umierającym żołnierzom, nie zważając na niebezpieczeństwo, a swoją postawą budził podziw i szacunek wśród podkomendnych. Znany był także z doskonałej jazdy konnej i udziału w patrolach zwiadowczych. Podczas walk pod Makowem Mazowieckim 9 sierpnia 1920 r. został ranny w głowę. Za męstwo oraz ofiarną służbę wśród żołnierzy został odznaczony Krzyżem Srebrnym Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. Pod koniec 1920 r. powrócił na stanowisko kapelana Komendy Portu Wojennego Puck, od 1924 r. Komendy Portu Wojennego Gdynia. W lipcu 1926 r. został proboszczem nowo powstałej parafii wojskowej pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Gdyni. Parafię tę erygował biskup polowy Stanisław Gall (1865-1942), obejmując jej jurysdykcją marynarzy stacjonujących na Wybrzeżu, m.in. w Gdyni, Pucku i na Westerplatte, a także mieszkańców powiatów puckiego i wejherowskiego. Ponieważ wspólnota nie posiadała własnej świątyni, ks. Miegoń korzystał z kościoła pw. św. Michała Archanioła na Oksywiu. Tam każdej niedzieli o godz. 9.00 celebrował Ofiarę Mszy Świętej dla marynarzy. 5 listopada 1928 r. ks. Miegoń, po zdecydowanej krytyce organizatorów przewrotu majowego, otrzymał rozkaz przenoszący go z Gdyni do Lublina na stanowisko Kierownika Rejonu Duszpasterstwa. „Lubelski epizod jego kapelańskiej posługi ma związek z jego umiłowaniem prawdy; krytykując zamach majowy w 1926 r. organizując nabożeństwa za poległych, był wierny swemu sumieniu, choć zdawał sobie sprawę, jakie reperkusje może to pociągnąć. Właśnie autorytet, jakim się cieszył w Marynarce Wojennej, sprawił, że po kilku latach wrócił do marynarzy"[2]. Według zachowanej relacji bp Józef Gawlina (1892-1964) miał powiedzieć: „wróci ksiądz na dawne swe miejsce kapelana marynarki, bo wszyscy od admirała do marynarza nie dają mi o to spokoju"[3]. W Lublinie przebywał do końca 1933 r. W tym czasie ukończył studia na Wydziale Prawa Kanonicznego KUL, otrzymując absolutorium. Do egzaminu końcowego jednak nie przystąpił. Od stycznia 1934 r. ponownie powierzono mu obowiązki proboszcza przy parafii wojskowej w Gdyni-Oksywiu. Jednocześnie został awansowany do stopnia starszego kapelana, odpowiadającego randze komandora podporucznika, i objął funkcję kapelana Dowództwa Floty. Z Marynarką Wojenną związał całe swoje dalsze życie. W środowisku marynarzy cieszył się ogromnym szacunkiem i autorytetem. Nazywano go często „ojcem marynarzy", a on sam nazywał marynarzy „swoimi dziećmi". Był kapłanem bliskim ludziom, pogodnym, serdecznym i zawsze gotowym do pomocy. Angażował się nie tylko w duszpasterstwo wojskowe, ale również w działalność społeczną i charytatywną. Organizował pomoc dla rodzin marynarzy, troszczył się o ubogich oraz wspierał rozwój życia religijnego wśród żołnierzy. Szczególną wagę przywiązywał do liturgii i życia sakramentalnego. Współcześni wspominali go jako człowieka głębokiej modlitwy i całkowicie oddanego służbie Bogu. W lutym 1939 r. uczestniczył w uroczystościach związanych z przyjęciem do służby okrętu podwodnego ORP „Orzeł" i dokonał jego poświęcenia. W czasie kampanii wrześniowej 1939 r. ks. kmdr Miegoń pozostał wierny swojej misji kapłańskiej, służąc żołnierzom Lądowej Obrony Wybrzeża oraz marynarzom Marynarki Wojennej. Niósł pomoc rannym, odwiedzał ich w Szpitalu Morskim na Oksywiu, odprawiał nabożeństwa i podtrzymywał walczących na duchu. Komendant szpitala, kapitan marynarki i lekarz Bolesław Markowski (1904-1990), tak wspominał księdza kapelana w tym czasie: „jeszcze chudszy niż przedtem, jeśli to było możliwe, niezmordowany udzielał posług kapłańskich, nie dbając o bomby, o sen, o pożywienie. (...) Widziałem go przed operacjami, widziałem go wśród rannych i umierających, zawsze gotowego do pracy, zawsze pogodnego, nigdy nie zmęczonego"[4]. Mimo nieustannego zagrożenia przedostawał się również w pobliże pozycji bojowych, aby udzielać sakramentów rannym i umierającym. Po zakończeniu walk na Oksywiu, za zgodą i przy honorowej asyście Niemców, ks. Miegoń przewodniczył uroczystościom pogrzebowym płk. Stanisława Dąbka (1892-1939), dowódcy Lądowej Obrony Wybrzeża. Płk Dąbek, ranny odłamkiem pocisku w głowę, odebrał sobie życie, nie widząc możliwości dalszego oporu i nie chcąc dostać się do niewoli niemieckiej. Następnie ks. kmdr Miegoń wraz z ocalałymi marynarzami, którym nadal starał się służyć jako kapelan, dostał się do niewoli niemieckiej. Po pewnym czasie został zwolniony z internowania, jednak dobrowolnie powrócił do rannych i internowanych marynarzy, nie chcąc pozostawić ich bez opieki duchowej. Wielu świadków uznawało później tę decyzję za szczególny przejaw jego heroicznej miłości bliźniego. 2 października 1939 r. na okręcie szpitalnym Wilhelm Gustloff, wraz z półtora tysiąca rannych, ks. kmdr Władysław Miegoń został przetransportowany do Flensburga. Stamtąd wszyscy zostali przewiezieni do dawnego szpitala dla umysłowo chorych w Szlezwiku-Holsztynie. W grudniu 1939 roku ks. Miegonia odesłano do Oflagu w Rotheburgu nad Fuldą, a pięć miesięcy później, w kwietniu 1940 r., wraz z 70 kapelanami przewieziono go do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Tam komendant obozu Karl Otto Koch (1897-1945) zakomunikował kapelanom, że: „Nie jesteście już oficerami. Jesteście podżegaczami wojennymi i wkrótce tutaj zdechniecie. Dla was skończyły się przywileje jenieckie, odtąd stajecie się haftlingami [czyli wbrew konwencji genewskiej więźniami] obozu koncentracyjnego"[5]. Dlatego odebrano im mundury oficerskie i ubrano w obozowe pasiaki. W lipcu 1942 r. razem z ks. Miegoniem przewieziono 51 kapelanów do KL Dachau. Tam otrzymał on numer obozowy 21223. Nieludzkie warunki obozowe, głód, choroby oraz ciężka praca szybko doprowadziły do wyniszczenia jego organizmu. Współwięźniowie wspominali, że nawet w obozie starał się pomagać innym, dzieląc się z nimi dobrym słowem i umacniając ich w wierze. Ciężko chory, prawdopodobnie na tyfus plamisty, oraz wyczerpany pobytem w obozie, przygotowany sakramentalnie przez współwięźniów-kapłanów, zmarł 15 października 1942 r. w KL Dachau. Świadkowie podkreślali, że do końca zachował spokój, głęboką ufność Bogu i ducha modlitwy, a na śmierć oczekiwał jak na spotkanie z Bogiem. Życie bł. Władysława Miegonia stało się świadectwem wiernej służby Bogu, Ojczyźnie i człowiekowi. Pozostał w pamięci Kościoła jako wzór kapelana wojskowego, oddanego pasterza oraz człowieka heroicznej miłości bliźniego. Był pierwszym kapelanem Marynarki Wojennej II Rzeczypospolitej wyniesionym na ołtarze. Beatyfikacja ks. kmdra Miegonia świadczy o tym, iż Kościół uznał, że poniósł on śmierć z nienawiści do wiary (odium fidei), dzieląc los tysięcy duchownych prześladowanych przez niemiecki system nazistowski. Teraz możemy przejść do męczenników związanych z zakonami i rodzinami zakonnymi. Jako pierwszy zostanie przedstawiony reprezentant rodziny zakonnej ojców dominikanów. „Zakon Braci Kaznodziejów założony przez świętego Dominika Guzmana (1170-1221), ukonstytuowany w 1216 r.; w Polsce obecny od 1220 r. Charyzmat zakonu: przepowiadanie Słowa Bożego według zawołania: »Przekazać owoce kontemplacji«. Dziedzictwo świętości. W ciągu całej swej historii dominikanie dali Kościołowi 28 świętych i ok. 200 błogosławionych. Polscy święci i błogosławieni: święty Jacek Odrowąż, błogosławiony Czesław, błogosławiony Sadok i 48 męczenników sandomierskich, błogosławiony Michał Czartoryski z grona 108 męczenników Kościoła w Polsce z czasów II wojny"[6]. 62. Bł. o. Michał Czartoryski OP (1897-1944) urodził się 19 lutego 1897 r. w Pełkiniach koło Jarosławia, w arystokratycznej rodzinie książąt Czartoryskich. Na chrzcie, który odbył się 3 marca 1897 r. w kościele parafialnym w Jarosławiu, otrzymał imiona Jan Franciszek Konrad. Był szóstym z jedenaściorga dzieci Witolda Czartoryskiego (1864-1945) i Jadwigi z Dzieduszyckich (1867-1941). Ród Czartoryskich należał do najbardziej zasłużonych rodzin arystokratycznych w dziejach Polski. Do tego samego rodu należał również inny błogosławiony Kościoła katolickiego, bł. August Czartoryski (1858-1893), salezjanin, wychowanek św. Rafała Kalinowskiego (1835-1907) oraz św. Jana Bosko (1815-1888). Rodzina, w której wzrastał Jan, odznaczała się głęboką religijnością. Rodzice, należący do Sodalicji Mariańskiej, wychowywali dzieci w duchu wiary katolickiej. Atmosfera domu rodzinnego sprzyjała rozwojowi życia religijnego i dojrzewaniu powołań. W przyszłości dwaj bracia Jana, Jerzy i Stanisław, zostali kapłanami diecezjalnymi. Stanisław Czartoryski w latach 1939-1946 pełnił posługę proboszcza parafii w Makowie Podhalańskim. Jedna z sióstr, Anna, wstąpiła do klasztoru sióstr wizytek w Warszawie. W wieku trzech lat Jan przeszedł ciężką szkarlatynę. Chorobie towarzyszyły zapalenie płuc oraz zapalenie uszu. W wyniku perforacji błon bębenkowych doznał trwałego uszkodzenia słuchu, z którym zmagał się przez całe życie. W latach 1910-1914 uczył się w elitarnej męskiej szkole średniej „Ognisko", prowadzonej przez ks. Jana Gralewskiego (1868-1924) w Starej Wsi koło Mińska Mazowieckiego. Placówka kształciła głównie młodzież pochodzącą z rodzin ziemiańskich i arystokratycznych, wychowując ją w duchu patriotyzmu, odpowiedzialności społecznej oraz wysokich wartości moralnych.  Bracia Czartoryscy u Stadnickich, Frain, 1915. Trzeci od lewej: Jan Czartoryski. Archiwum rodzinne. Fot. ze str. https://czartoryski.dominikanie.pl/zycie/wychowanie/, 20.06. 2026 r. „W latach 1914-1915 Jan spędził 8 miesięcy na Morawach, na zamku we Vranovie (Frain), u swych krewnych Adama i Stefanii Stadnickich (jeden z jego braci, Adam, poślubi później jedną z córek Stadnickich - Jadwigę)"[7]. Po pobycie na Morawach Jan odbył kilkumiesięczną służbę w wojsku austro-węgierskim, w 7. Dywizji Artylerii Konnej, a następnie w latach 1915-1916 uczył się w austriackiej szkole oficerskiej. Jednocześnie przygotowywał się do egzaminu dojrzałości, który zdał 10 stycznia 1916 r. w trybie wojennym w Cesarsko-Królewskiej II Wyższej Szkole Realnej w Krakowie[8]. W 1917 r. rozpoczął studia na Wydziale Architektury Politechniki Lwowskiej, musiał je jednak przerwać z powodu działań wojennych związanych z wojną polsko-ukraińską. W listopadzie i grudniu 1918 r. uczestniczył w obronie Lwowa przed wojskami ukraińskimi, a następnie brał udział w walkach prowadzonych pod dowództwem kpt. Czesława Mączyńskiego (1881-1935). Rok później, podczas wojny polsko-bolszewickiej, bronił Lwowa przed Armią Konną Siemiona Budionnego (1883-1973). Za udział w walkach został odznaczony Medalem Niepodległości oraz Krzyżem Walecznych. W 1921 r. powrócił na Wydział Architektury Politechniki Lwowskiej, gdzie kontynuował przerwane wcześniej studia. W tym czasie aktywnie angażował się w działalność organizacji katolickich skupiających środowisko akademickie. We Lwowie współtworzył Koło Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie" i został jego pierwszym prezesem. W roku akademickim 1925/1926 pełnił funkcję kierownika sekcji filozoficzno-religijnej. Działał także w Związku Rekolekcyjnym św. Dominika, który początkowo miał nosić nazwę „Związek Rycerzy Chrystusowych pod wezwaniem Świętego Dominika". Organizacja ta przygotowywała i prowadziła zamknięte rekolekcje dla studentów przy klasztorze dominikanów we Lwowie. Po ukończeniu studiów w 1926 r. i uzyskaniu dyplomu magistra inżyniera architekta Jan odbył dłuższą podróż po Europie. Podczas pobytu w Belgii, w dniach 10-17 lipca 1926 r., uczestniczył w rekolekcjach zamkniętych prowadzonych przez jednego z tamtejszych dominikanów. Najprawdopodobniej po tych ćwiczeniach duchowych podjął decyzję o wstąpieniu do seminarium duchownego we Lwowie. W sierpniu 1927 r., już jako kleryk lwowskiego seminarium, po odbyciu kolejnych rekolekcji zamkniętych u krakowskich kamedułów na Bielanach, podjął decyzję o wstąpieniu do Zakonu Kaznodziejskiego. Habit dominikański przyjął 18 września 1927 r. w Krakowie, u grobu św. Jacka. W zakonie otrzymał imię Michał. Cztery lata później, 20 grudnia 1931 r., przyjął święcenia kapłańskie w dominikańskim kościele Matki Bożej Bolesnej w Jarosławiu z rąk biskupa sufragana diecezji przemyskiej Franciszka Bardy (1880-1964). O. Michał z wielką gorliwością poświęcił się życiu zakonnemu. Wkrótce powierzono mu funkcję mistrza nowicjatu, odpowiedzialnego za formację młodych dominikanów przygotowujących się do złożenia pierwszych ślubów zakonnych. Funkcję wychowawcy pełnił niemal nieprzerwanie aż do śmierci, opiekując się zarówno nowicjuszami, jak i studentami zakonnymi. W notatkach duchowych zapisywał najważniejsze przeżycia oraz refleksje dotyczące życia wewnętrznego. Podczas jednych z rekolekcji postawił sobie pytanie o cel życia zakonnego. Odpowiedź zapisał w następujących słowach: „Celem tym to zupełne oddanie się na służbę Bogu. Zupełne, całkowite, bezapelacyjne, począwszy od codziennych najdrobniejszych obowiązków rozumianych przez najczulsze sumienie, poprzez strapienie, bóle, krzyże, oschłości - aż do męczeństwa. To zupełne oddanie się na służbę Bogu - oznacza jeden wyraz: miłość... ona wszystko może"[9]. Rozważania te ukazują, że życie zakonne postrzegał przede wszystkim jako całkowite oddanie się Bogu przez miłość, ofiarę i wierne pełnienie codziennych obowiązków. Podobne treści pojawiają się w jego zapiskach sporządzonych po adoracji Najświętszego Sakramentu i kontemplacji Chrystusa Ukrzyżowanego: „Uświadomiłem sobie lepiej, że za Jego przykładem jestem obowiązany i powołany również do ofiary; do tego, by wydać siebie na całopalną ofiarę dla Niego z miłości i przez miłość, by oddać się i poddać się Mu całkowicie we wszystkim, by z Nim się zjednoczyć w miłości i ukochaniu oraz związać przez mocną, wytrwałą, mężną wolę. [...] Tak mi stanęło w oczach pragnienie Pana - pragnienie dusz. Tym Jego pragnieniem muszę się przejąć..."[10]. Wśród swoich postanowień duchowych zanotował również: „Jezus pragnie dusz! Z tym pragnieniem wisi na krzyżu i wciąż oczekuje mojej gorliwości! »Sitio!« [łac. pragnę, jestem spragniony]"[11]. Współbracia wspominali go jako człowieka niezwykle pokornego, skupionego i głęboko rozmodlonego. Szczególne miejsce w jego życiu zajmowały kontemplacja oraz duchowość eucharystyczna. Uważał, że fundamentem życia chrześcijańskiego jest pokora i całkowite zawierzenie woli Bożej. Z wielkim oddaniem poświęcał się formacji młodych dominikanów. Jako wychowawca nieustannie stawiał sobie wysokie wymagania i pytał, czy uczynił wszystko dla powierzonych mu współbraci. Był głęboko związany ze swoim dominikańskim powołaniem i duchowym dziedzictwem Zakonu Kaznodziejskiego. Szczególnie cenił naukę św. Tomasza z Akwinu (1225-1274), którą chętnie przybliżał nowicjuszom, studentom oraz uczestnikom prowadzonych przez siebie rekolekcji. Dzięki mądrości, roztropności i głębokiemu życiu duchowemu cieszył się opinią świątobliwego kapłana, dlatego często zapraszano go do prowadzenia rekolekcji w seminariach duchownych i wspólnotach zakonnych. Życie zakonne postrzegał przede wszystkim jako drogę ofiary, wyrzeczenia i służby Bogu. Prowadził ascetyczny tryb życia, wiernie zachowując zakonne obserwancje. Szczególną wagę przywiązywał do cnoty pokory, którą rozumiał jako życie w prawdzie i uczciwości wobec Boga. W swoim pamiętniku pod datą 25 stycznia 1944 r. zanotował: „Jest to prawda o całej pełni poznania siebie, uprzytomnienia sobie własnej skończoności i równocześnie nieskończonej miłości Boga"[12]. Świadomość ta znajdowała odzwierciedlenie w jego codziennym postępowaniu. Pozostawał człowiekiem skromnym, prostym i dostępnym dla wszystkich. Nigdy nie podkreślał swojego książęcego pochodzenia, a posiadane talenty starał się wykorzystywać wyłącznie w służbie Bogu i bliźnim. Dzięki kulturze osobistej, życzliwości i wrażliwości na potrzeby innych budził powszechne zaufanie oraz szacunek. Całe życie o. Michała było przeniknięte miłością do Chrystusa. W zapiskach duchowych wyznał: „Jestem obowiązany i powołany do ofiary, wydać siebie na całopalną ofiarę dla Niego, z miłości i przez miłość oddać się i poddać się Mu we wszystkim całkowicie"[13]. Pragnienie całkowitego oddania się Bogu realizował nie tylko w modlitwie, lecz także w najprostszych obowiązkach życia codziennego. Uważał, że prawdziwa miłość do Chrystusa wyraża się przede wszystkim w wiernej i pokornej służbie. Jak wspominali współbracia: „Chciał we wszystkim służyć Wcielonej Miłości, która ciągle zbawia świat. Głosił ją niezmordowanie w konfesjonale, na ambonie, wśród codziennych spraw. Ojciec wiedział, że miłość nie czeka na wielkie rzeczy. Ona zagarnia i oddaje Bogu wszystko. Tym kierowany bielił ściany, zamiatał korytarze i sprzątał ubikacje. We wszystkim pozostawał na usługach Ukrzyżowanego"[14]. W latach 1936-1937 o. Michał, jako wykształcony architekt, nadzorował budowę klasztoru dominikanów na warszawskim Służewie. Po zakończeniu budowy w klasztorze mogło zamieszkać „ponad czterdziestu zakonników, studentów i profesorów"[15]. Po wybuchu II wojny światowej, we wrześniu 1939 r., klasztor na Służewie został zajęty przez oddziały Wehrmachtu, które pozostawiły dominikanom jedynie kilka pomieszczeń. O. Michał przeniósł się wówczas do klasztoru przy kościele pw. Świętej Trójcy w Krakowie, gdzie do 1943 r. pełnił obowiązki magistra nowicjatu. O. Michał pod koniec 1943 r. bardzo często mówił o śmierci i męczeństwie. Można przypuszczać, że dojrzewała w nim duchowa gotowość na ofiarę życia. „W konferencji wygłoszonej w tym czasie do mniszek dominikańskich na Gródku w Krakowie powiedział, że do męczeństwa należy się przygotować[16]". W 1944 r. został ponownie skierowany do klasztoru pw. św. Józefa na warszawskim Służewie. 1 sierpnia 1944 r. o. Michał udał się ze Służewa do Śródmieścia Warszawy, gdzie miał umówioną wizytę u okulisty. Wybuch Powstania Warszawskiego zastał go na Powiślu i odciął mu drogę powrotu do klasztoru. Zatrzymał się wówczas w mieszkaniu swoich przyjaciół państwa Kaszniców przy ul. Smulikowskiego, „którzy do końca z wielką serdecznością udzielali mu schronienia i dbali o jego codzienne sprawy"[17]. Już następnego dnia zgłosił się jako kapelan do III Zgrupowania „Konrad" Armii Krajowej, obejmując opieką duszpasterską zarówno powstańców, jak i ludność cywilną. W pierwszych dniach walk zetknął się z rannymi i zabitymi powstańcami oraz ludnością cywilną dotkniętą dramatem działań wojennych. Początkowo odprawiał Msze św. w kościele św. Teresy przy ul. Tamka, jednak po jego zbombardowaniu sprawował Eucharystię w bramach kamienic, na dziedzińcach i w piwnicach. Posługiwał w szpitalach polowych, spowiadał, udzielał sakramentów i podtrzymywał walczących na duchu. „Żył w ciągłym kręgu śmierci, bo jednych do niej przygotowywał, innych wyprowadzał w gruzy na wieczny spoczynek"[18]. Szczególnie zapamiętano Mszę Świętą odprawioną 15 sierpnia 1944 r., w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i Święto Żołnierza[19]. Pomimo nieustannego ostrzału zachowywał niezwykły spokój, a jego kazanie dodawało odwagi zarówno żołnierzom, jak i ludności cywilnej. Świadkowie podkreślali jego spokój, opanowanie, pogodę ducha i delikatność wobec rannych. Biały habit dominikański, w którym pojawiał się wśród powstańców i cywilów, stawał się dla wielu znakiem obecności kapłana oraz duchowego oparcia pośród ruin, bombardowań i narastającego zagrożenia. Na początku września sytuacja na Powiślu stała się dramatyczna. W nocy z 5 na 6 września 1944 r. oddziały powstańcze wycofały się do Śródmieścia. W szpitalu urządzonym w piwnicach budynku firmy „Alfa-Laval", na rogu ulic Smulikowskiego i Tamka, pozostali najciężej ranni, których nie można było ewakuować. O. Michał, mimo że proponowano mu opuszczenie szpitala i ukrycie się wśród personelu medycznego, świadomie postanowił pozostać z chorymi. Namawiano go również, aby zdjął habit i w ten sposób spróbował ratować życie. Uważał, że jako kapłan i zakonnik nie może opuścić ludzi bezradnych i skazanych na cierpienie. Świadkowie wspominali, że odmówił zdjęcia dominikańskiego szkaplerza i do końca trwał przy rannych, przygotowując ich na spotkanie z Bogiem. Znajoma o. Michała, Eleonora Kasznica (1928-2016), ps. „Ela", związana z pomocą wojskową III Zgrupowania AK „Krybar", tak o tym pisała: „Pamiętam (...) jak łagodnie się uśmiechnął i powiedział że szkaplerza nie zdejmie i rannych nie opuści"[20]. Jej ojciec, prof. Stanisław Wincenty Kasznica (1874-1958) wspominał, że podczas ostatniego pożegnania o. Michał zachował charakterystyczny dla siebie spokój i pogodę ducha. Rankiem 6 września 1944 r. odprawił ostatnią Mszę św. i udzielił Komunii św. rannym oraz obecnemu przy nich personelowi sanitarnemu. Według relacji świadków zachowywał spokój i modlił się z chorymi, przygotowując ich na spotkanie z Bogiem. Około godz. 13.00 do szpitala weszli żołnierze niemieccy. Personel sanitarny został wyprowadzony, natomiast ranni wraz z kapelanem pozostali w piwnicach. Około pół godziny później Niemcy wrócili do szpitala. Zachowało się kilka relacji opisujących ostatnie chwile pacjentów oraz o. Michała. Jedna z nich podaje: „Najprawdopodobniej Niemcy zastrzelili rannych w łóżkach, a innych, w tym również o. Michała, wyprowadzili na zewnątrz. Tam, oskarżając kolejno każdego o bycie bandytą, rozstrzeliwali. Ojca Michała nazwali »największym bandytą«, bo zorientowali się, że jest kapelanem powstańców i nosi strój duchowny. Także jego rozstrzelali"[21]. Następnie ciała zamordowanych wyciągnięto na pobliską barykadę i spalono. Po wojnie przeprowadzono ekshumację ofiar, jednak szczątków o. Michała nie udało się zidentyfikować. Męczeńska śmierć o. Michała Czartoryskiego stanowiła dopełnienie całego jego życia oraz drogi duchowej, którą sam wcześniej określał jako całkowite oddanie się Bogu w miłości, posłuszeństwie i służbie. Jego decyzja, aby pozostać z rannymi, nie była gestem przypadkowym. W godzinie próby pozostał wierny kapłańskiemu i dominikańskiemu powołaniu, nie opuszczając bezbronnych i cierpiących, którzy nie mogli już sami się ratować. SIOSTRY DOMINIKANKI Rodzina zakonna Zgromadzenie Sióstr Św. Dominika (OP), założone przez m. Kolumbę Różę Białecką w 1861 r., zatwierdzone przez Stolicę Apostolską w 1911 r.; prowadzi swą posługę w Polsce i za granicą. Charyzmat zakonu: głoszenie prawdy ewangelicznej najbardziej potrzebującym według zawołania: »Prawda« i »Przekazywać owoce kontemplacji«. Dziedzictwo świętości Polska błogosławiona, Julia Rodzińska z grona 108 Męczenników Kościoła w Polsce z czasów II wojny"[22] 63. Bł. s. Julia Stanisława Rodzińska OP (1899-1945), właściwie Stanisława Maria Józefa Rodzińska, urodziła się 16 marca 1899 r. w Nawojowej koło Nowego Sącza. Była drugim dzieckiem Michała Rodzińskiego, miejscowego organisty, i Marianny[23] z domu Sekuła. Dwa dni później, z powodu niewielkich szans na przeżycie, została ochrzczona w miejscowym kościele pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Wychowywała się w religijnej rodzinie, głęboko związanej z życiem parafii. Dzieciństwo Stanisławy naznaczone było bolesnym doświadczeniem utraty rodziców. Gdy miała osiem lat, zmarła jej matka, a dwa lata później także ojciec. Opiekę nad Stanisławą i jej młodszą, czteroletnią siostrą Janiną przejęły wówczas siostry dominikanki z Nawojowej[24]. W domu zakonnym znalazła nie tylko schronienie, lecz także środowisko, które ukształtowało jej wrażliwość religijną i wychowawczą. Uczyła się w szkole ludowej prowadzonej przez siostry, a następnie rozpoczęła naukę w Seminarium Nauczycielskim w Nowym Sączu. 23 sierpnia 1916 r.[25], mając siedemnaście lat, wyjechała do Wielowsi koło Tarnobrzega, gdzie w domu macierzystym Zgromadzenia Sióstr św. Dominika rozpoczęła postulat. Rok później, 3 sierpnia 1917 r., otrzymała habit dominikański i imię Maria Julia. Pierwsze śluby zakonne złożyła 4 września 1918 r., a profesję wieczystą 5 sierpnia 1924 r. Oświadczyła wówczas: „Chcę złożyć śluby dobrowolnie i świadomie dla doskonałej służby Bożej"[26]. W okresie formacji zakonnej ukończyła Seminarium Nauczycielskie Świętej Rodziny w Krakowie, uzyskując świadectwo maturalne. Po zdobyciu przygotowania pedagogicznego poświęciła się pracy nauczycielskiej i wychowawczej. Posługiwała m.in. w Mielżynie koło Gniezna i w Rawie Ruskiej. W 1922 r., mając już patent stałej nauczycielki, została skierowana do Wilna, gdzie podjęła pracę w szkole państwowej. Uczyła tam języka polskiego, religii i historii Polski. W 1926 r. ukończyła Wyższy Kurs Nauczycielski w Wilnie i jako dwudziestosiedmioletnia zakonnica została kierowniczką „Podstawowej Szkoły Państwowej im. Matki Bożej Ostrobramskiej"[27]. W 1934 r. mianowano ją przełożoną domu zakonnego w Wilnie, a jednocześnie powierzono jej kierowanie zakładem dla sierot. Troska o dzieci osierocone, ubogie i zaniedbane zajmowała w jej życiu szczególne miejsce. Starała się, aby dzieci powierzone jej opiece nie różniły się pod względem ubioru od rówieśników wychowujących się w pełnych rodzinach i aby nie nosiły w sobie poczucia niższości. Ówcześni świadkowie wspominali: „Troszczyła się o sieroty, jak prawdziwa matka. To, co wyróżniało ją, to umiejętność wczuwania się w potrzeby innych: sierot, sióstr, innych ludzi, a szczególnie opuszczonych"[28]. Dzięki wielkiej wrażliwości, roztropności oraz wymagającej, ale serdecznej miłości wychowawczej zyskała opinię wybitnej pedagog i wychowawczyni oraz miano „Matki sierot". Nie ograniczała się jednak jedynie do przekazywania wiedzy. Była nauczycielką wymagającą i sprawiedliwą, a zarazem serdeczną, taktowną oraz wrażliwą na potrzeby dzieci osieroconych. W działalności wychowawczej umiejętnie łączyła rzetelność pedagogiczną z głęboką wiarą i duchem służby. Wojewoda wileński za wzorowe prowadzenie zakładu dla sierot przyznał jej nagrodę, którą przeznaczyła na potrzeby swoich podopiecznych[29]. Po wybuchu II wojny światowej sytuacja sióstr w Wilnie stawała się coraz trudniejsza. We wrześniu 1940 r. dominikanki zostały przez nacjonalistów litewskich odsunięte od pracy nauczycielskiej, a w styczniu 1941 r. całkowicie usunięto je z klasztoru i prowadzonych placówek[30]. S. Julia nie zaprzestała jednak działalności wychowawczej. W konspiracji, na tzw. tajnych kompletach, uczyła dzieci języka polskiego, historii i religii. Organizowała także pomoc żywnościową dla księży emerytów pozbawionych środków do życia. Była to działalność niebezpieczna, która narażała ją na represje ze strony okupacyjnych władz. 12 lipca 1943 r. została aresztowana przez Gestapo wraz z trzema innymi dominikankami. Osadzono ją w więzieniu na Łukiszkach w Wilnie[31]. W przeciwieństwie do współsióstr, które po pewnym czasie zwolniono, s. Julię umieszczono w izolatce. „Izolatka była cementową szafą wielkości metr na metr, z nikłym dopływem świeżego powietrza, w której można było tylko siedzieć nie zmieniając pozycji ciała"[32]. Przebywała tam ponad rok, bez kontaktu ze światem i bez możliwości korzystania z sakramentów świętych. Zarzucano jej działalność wrogą III Rzeszy Niemieckiej z powodu kontaktów z polską partyzantką. Mimo brutalnych przesłuchań i trudnych warunków więziennych nie załamała się i nikogo nie wydała. Według świadectw zachowała wewnętrzny pokój, skupienie i zawierzenie Bożej Opatrzności. 8 lipca 1944 r. przewieziono ją transportem więźniów politycznych w bydlęcym wagonie do niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof. Tam otrzymała numer obozowy 40992 i wraz „z grupą inteligencji wileńskiej"[33] została skierowana do części obozu przeznaczonej dla więźniarek pochodzenia żydowskiego, odizolowanej od reszty drutem kolczastym[34]. Więźniarki tej części obozu były przeznaczone do eksterminacji. Panowały tam głód, choroby, brud, przemoc i nieustanne upokorzenie. S. Julia doświadczała tych nieludzkich warunków, ale nie pozwoliła, aby odebrały jej człowieczeństwo i głęboką wiarę. W obozie stała się dla innych znakiem dobra i nadziei. Dzieliła się głodowymi racjami żywności, zdobywała cieplejszą odzież dla słabszych, pocieszała załamanych i zachęcała do modlitwy. Współwięźniarki wspominały, że potrafiła wnosić w obozową rzeczywistość inny wymiar życia: przypominała o godności człowieka, o przebaczeniu i o ufności wobec Boga. Modliła się sama i organizowała wspólną modlitwę, choć praktyki religijne były w obozie zabronione. Jedna ze współwięźniarek wspominała: „Siostra Julia była bardzo pobożna. Swoją pobożnością wpływała na innych, zachęcała do modlitwy. W jej pobliżu człowiek po prostu czuł potrzebę modlitwy. Wewnętrznie skupiona modliła się zawsze, a modlitwa była w całej jej postawie i w stosunku do innych"[35]. Z kolei inny współwięzień-kapłan tak relacjonował: „Dla mnie była ona osobą świętą. W tak ciężkich warunkach ceniła sobie zjednoczenie z Jezusem w sakramentach świętych i to pomagało jej, było siłą, mocą Bożą, by znieść to wszystko, czego doświadczała w obozie, dlatego wielu garnęła się do niej; emanowało jakieś ciepło, wewnętrzny spokój, a tego potrzebował każdy w tym obozowym piekle"[36]. W listopadzie 1944 r. w obozie wybuchła epidemia tyfusu plamistego, która szczególnie dotknęła wyniszczone więźniarki. Chore były izolowane i pozostawione niemal bez pomocy. S. Julia świadomie podjęła posługę przy umierających: przynosiła wodę, zwilżała chorym usta, pocieszała ich i modliła się przy nich. W tych warunkach zaraziła się tyfusem. Mimo to nadal służyła potrzebującym. Współwięźniarki po wojnie wspominały: „Siostra Julia była bez reszty oddana bliźnim, służyła im do ostatnich chwil swego życia, spalała się dla nich"[37]. Zmarła 20 lutego 1945 r. w niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthof. Według relacji współwięźniarek do końca modliła się półgłosem. Po jej śmierci jedna z więźniarek okryła jej nagie ciało kawałkiem pasiaka, co w realiach obozowych było szczególnym znakiem szacunku i odwagi, ponieważ taki gest był zakazany. „Świadkowie mówili o niej: »To był anioł dobroci. W warunkach upodlenia człowieka potrafiła skierować nas w inny wymiar życia«. »Dla nas ona była święta, ona oddała za innych życie«"[38]. Męczeństwo bł. s. Julii Rodzińskiej było dopełnieniem całego jej życia: najpierw oddanego osieroconym dzieciom, a później więźniarkom pozbawionym pomocy, nadziei i ludzkiej godności. Jej śmierć nie była jedynie skutkiem obozowego wyniszczenia, lecz konsekwencją świadomej decyzji, by pozostać przy najbardziej potrzebujących. W ten sposób do końca pozostała wierna dominikańskiemu powołaniu, oddając życie w służbie Bogu i bliźnim. Bibliografia: Męczennicy za wiarę 1939-1945, praca zbiorowa, Warszawa 1996. Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie i męczennicy, Marki b.r. Życie bł. Julii Rodzińskiej, Zgromadzenie Sióstr św. Dominika, https://dominikanki.pl/blogoslawiona-julia-rodzinska/zycie-bl-julii-rodzinskiej/, dostęp: 29.06.2026 r. https://czartoryski.dominikanie.pl/zycie/meczennik/, 27. 06. 2026 r. https://czartoryski.dominikanie.pl/teksty/zapiski-duchowe/, 23. 06. 2026 r. https://czartoryski.dominikanie.pl/zycie/wychowanie/, 20. 06. 2026 r. Ks. Zbigniew Jaworski, Dariusz Nawrot, Błogosławiony ks. kmdr ppor. Władysław Miegoń pierwszy kapelan Marynarki Wojennej II RP, Warszawa 1999. https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/06-12a.php3, dostęp 08. 09. 2025 r. Ks. kmdr ppor. Władysław Miegoń (1892 - 1942) - Kapelan Marynarki Wojennej II RP - Budowniczy naszego kościoła, http://www.wojskowagdynia.parafia.info.pl/?p=main&what=25, dostęp 13. 06. 2026 r. https://dominikanki.pl/blogoslawiona-julia-rodzinska/zycie-bl-julii-rodzinskiej/, dostęp: 29.06.2026 r [1] Męczennicy za wiarę 1939-1945, praca zbiorowa, Warszawa 1996, s. 270. [2] Ks. kmdr ppor. Władysław Miegoń (1892 - 1942) - Kapelan Marynarki Wojennej II RP - Budowniczy naszego kościoła, http://www.wojskowagdynia.parafia.info.pl/?p=main&what=25, dostęp 13. 06. 2026 r. [3] tamże. [4] Ks. Zbigniew Jaworski, Dariusz Nawrot, Błogosławiony ks. kmdr ppor. Władysław Miegoń pierwszy kapelan Marynarki Wojennej II RP, Warszawa 1999, s. 60. [5] Tamże, s. 64. [6] Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie..., s. 102. [7] https://czartoryski.dominikanie.pl/zycie/wychowanie/, 20. 06. 2026 r. [8] Tamże. [9] https://czartoryski.dominikanie.pl/teksty/zapiski-duchowe/, 23. 06. 2026 r. [10] Tamże. [11] Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie..., s. 103. [12] Męczennicy za wiarę..., s. 276. [13] Tamże, s. 277. [14] Tamże. [15] https://czartoryski.dominikanie.pl/zycie/dominikanin/, 26.06. 2026 r. [16] Męczennicy za wiarę..., s. 278. [17] Tamże. [18] Tamże, s. 279. [19] Ówczesne Święto Żołnierza ostało ustanowione w 1923 roku na pamiątkę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej z 1920 roku. [20] Męczennicy za wiarę..., s. 279. [21] https://czartoryski.dominikanie.pl/zycie/meczennik/, 27. 06. 2026 r. [22] Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie..., s. 104. [23] W niektórych opracowaniach imię matki podawane jest jako Maria. Por. Męczennicy za wiarę 1939-1945, Praca zbiorowa, Warszawa 1996, s. 281. [24] Zob. Życie bł. Julii Rodzińskiej, Zgromadzenie Sióstr św. Dominika, https://dominikanki.pl/blogoslawiona-julia-rodzinska/zycie-bl-julii-rodzinskiej/, dostęp: 27.06.2026 r. [25] Według innych źródeł datą wyjazdu do Wielowsi był 28 sierpnia. Por. Męczennicy za wiarę 1939-1945, praca zbiorowa, Warszawa 1996, s. 281. [26] Męczennicy za wiarę 1939-1945, Praca zbiorowa, Warszawa 1996, s. 282. [27] Tamże. [28] Tamże. [29] Tamże. [30] Zob. Życie bł. Julii Rodzińskiej, Zgromadzenie Sióstr św. Dominika, https://dominikanki.pl/blogoslawiona-julia-rodzinska/zycie-bl-julii-rodzinskiej/, dostęp: 30.06.2026 r. [31] Tamże. [32] Tamże. [33] Męczennicy za wiarę..., s. 283. [34] Zob. Życie bł. Julii Rodzińskiej, Zgromadzenie Sióstr św. Dominika, https://dominikanki.pl/blogoslawiona-julia-rodzinska/zycie-bl-julii-rodzinskiej/, dostęp: 29.06.2026 r [35] Męczennicy za wiarę..., s. 283. [36] Tamże. [37] Tamże, s. 284. [38] Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie..., s. 105. Powrót |